Z braku Lagu… O zinie z ambicjami

wtorek, Styczeń 22, 2013 , Link 0

Złośliwa ta rzeczywistość. Ledwie człowiek napoci się nad ponurą diagnozą growych mediów, a tutaj wyskakuje jak diabeł z pudełka nowe czasopismo. Takie papierowe! Wprawdzie z nietypową formą dystrybucji, bo via Allegro, co w zasadzie czyni zeń zin, ale nie czepiajmy się terminów.

Magazyn Lag w cenie 12 złotych wylądował u mnie na początku roku. Pierwsze wrażenie doskonałe. Pismo ma format A5 i świetny papier. Fachowo jest i w środku. Nie ma screenshotów, są za to piękne ilustracje. Naprawdę klasa. Niektórzy wspominali o braku reklam, dziwnym trafem w moim egzemplarzu naliczyłem dwie – „Indie Game: The Movie” oraz komiksu Śledzia, który jest też autorem dodawanego do pisma plakatu.

Magazyn Lag #1

Siłą Laga miało być totalnie odcięcie się od tego, co do tej proponowały miesięczniki o grach. Żadnych recenzji, opisów, newsów. Tylko dłuższe formy publicystyczne. Brzmiało obiecująco.

Po lekturze 64 stron, która zajęła mi mniej więcej 1,5 godziny, jestem zawiedziony. Wyniosłem w zasadzie dwie nowe dla siebie informacje – o pierwszej grze na komórki oraz o bohaterce serialu z GameTrailers.

Niemal wszystkie teksty w Lagu to, jak to nazywam, „artykuły z głowy” (przeciwległą część ciała rezerwuję dla projektów darzonych mniejszą sympatią). Ot, autor siada przed klawiaturą i stuka co mu się przetoczy przez korę mózgową. Nie robi researchu, nie wysyła pytań, nie cytuje. Po prostu rzuca myśl przewodnią i podąża za nią, zazwyczaj z „ja” w podmiocie domyślnym. Taka swobodna licealna rozprawka.

To nie jest forma zła, trzeba jednak mieć do powiedzenia coś ciekawego. Odniosłem wrażenie, że autorzy Laga nie mają. Poza 2-3 udanymi tekstami, pozostałe są nudne, jałowe i natychmiast wyparowują uszami. Tematy potencjalnie interesujące (gry erotyczne, grywalne starocie) – potraktowane po łebkach.

Buntowniczy i z pazurem jest za to wstępniak redaktora naczelnego, Arka Bartnika. „Od dawna nie śledzę już newsów dotyczących mainstreamowych produkcji; nie wchodzę na najpopularniejsze serwisy branżowe – pełne spekulacji, opisów kilkusekundowych teaserów oraz wrzasku komentujących” – pisze. „Ich papierowe odpowiedniki kojarzą się z gazetkami dla nastolatek – przebrzmiałe od kolorowych grafik i recenzji pisanych na jedno kopyto” – kontynuuje.

(Pisanie o „takich samych recenzjach” to zdaje się jakiś modny trend, tak na marginesie)

Arek ma pełne prawo do głoszenia swoich poglądów, nawet jeśli jego autorom zrobiło się przykro, bo do tych beznadziejnych serwisów i dziecinnych pisemek również piszą. Zamiast zwracania na siebie uwagi wolałbym jednak czyny. Gdy czytam koszmarek typu „Wydawałoby się, że iPhone oraz iPad to urządzenia służące głównie do przeglądania internetu, względnie śledzenia notowań giełdowych. Aktualnie stały się jednak jedną z wiodących platform do grania”, to mam ochotę uciekać, bo to jakiś przykry komunał. A gdy czytam, że Rockstar udostępnił na iOS GTA: Chinatown Wars, a w planach ma GTA III, to zastanawiam się nad cyklem wydawniczym Laga. Roczny?

Liczyłem na solidną publicystykę, bo nazwiska były obiecujące. Autorzy zechcieli jednak co najwyżej odkryć po raz drugi Amerykę. Być może młodsi czytelnicy znajdą tu coś dla siebie (zwłaszcza że ten plakat to chyba dla nich). W tak odsądzanym od czci i wiary internecie ukazuje się tygodniowo więcej wartościowych, cokolwiek wnoszących tekstów, niż w ĄĘ Lagu. Za darmoszkę. Niemniej życzę powodzenia – będzie fajnie, jeśli takie pismo będzie się opłacało dla kogoś tworzyć.

email

Skomentuj via Facebook