Wywiad na E3? „Tak, ale tylko dla grzecznych dziennikarzy”

poniedziałek, Maj 28, 2012 , Link 0

Nie, nie będzie wpisu o durnym reportażu TVP, bo w tej sprawie powiedziano już wszystko, a nawet dużo więcej. Dawno już żaden temat nie zmęczył mnie tak w ciągu raptem 24 godzin. Dlatego nie podam tutaj pomysłów na reportaże TVP z Euro (dużo ujęć piłkarzy umierających na boisku), innego konkursu rysunkowego dla dzieci (przypomnienie kampanii społecznej o Wojtku, który nie dość, że nie ma 16 lat, to jeszcze mu tyłek z gaci wystaje) czy powrocie „Familiady” po wakacjach (wstrząsające ujęcia rozbitej rodziny i upadłego ojca-hazardzisty). A propos tyłka – będzie właśnie o tym, że komuś się w nim poprzewracało.

Trwa wielkie ustawianie rozpisek na E3, które 5 czerwca rozpoczną się w Los Angeles. Terminarz 3-dniowej (a w zasadzie 4-dniowej, bo dzień wcześniej temperaturę podkręcą konferencję gigantów) imprezy mam już zapełniony po brzegi. Nie na każdą prezentację łatwo się dostać, niektóre są ściśle tajne i nie odbywają się w halach Convention Center, a w którymś z pobliskich hoteli. Kilka lat temu długą limuzyną wieziono mnie na pokaz kilkunastu minut z filmowego „Avatara” – na długie miesiące przed premierą. Fragment seansu w towarzystwie współpracowników Camerna był sporym wydarzeniem i trudno było mi na pytanie o wrażenia powiedzieć wprost, że ładna ta niebieska Pocahontas.

Jeśli chodzi o praktykę ustawiania spotkań, wygląda to tak, że wydawca wysyła listę slotów do lokalnych dystrybutorów, którzy według wskazówek podmiotu nadrzędnego (i własnego wyczucia) przydzielają sloty mediom. Oczywistą sprawą jest, że najlepiej mają najwięksi, czyli ci, którzy wrażeniami z pokazu mogą się podzielić w możliwie dużej liczbie miejsc.

Trochę zdziwiły mnie jednak wskazówki pewnego wydawcy dla lokalnego dystrybutora. Pierwsza jest jeszcze do przyjęcia:

Please ensure that people you invite do not leave presentations before they are finished, as this is quite rude. (Miejcie pewność, że zaproszone osoby nie opuszczą prezentacji przed końcem, bo to raczej niegrzeczne)

Zdecydowana racja. Ale dlaczego nie pójść dalej i nakazać siorbania, mlaskania i załatwiania się na projektor w trakcie trwania prezentacji? I nie bardzo rozumiem, jak PR-owiec pozostający w trakcie E3 w Polsce miałby upilnować dziennikarza w trakcie prezentacji po drugiej stronie oceanu.

Rozbrajająca jest druga rada:

ONLY invite your top tier press for interviews with our Japanese developers that you know will be polite and courteous. (Zapraszajcie czołową prasę na wywiady z naszymi japońskimi twórcami tylko wtedy, kiedy macie pewność, że będą grzeczni i uprzejmi)

Prawdopodobnie chodzi o to, by w trakcie wymiany wizytówek przynajmniej się odkłonić, nie strzelać ryżem po oczach i nie odpowiadać „cing ciang cong” na japońskie przywitanie. Japończycy są dość specyficzni i może wydawca po prostu woli dmuchać na zimne, by uniknąć jedynej słusznej reakcji na takie wystąpienia jak poniżej.

Dziwne to uczucie, gdy ktoś traktuje nas jak debila. Zwłaszcza partner w – z braku lepszego słowa – interesach. W dodatku nieokrzesanego i zdolnego do siania popeliny.

Niestety nie doniosę Wam, jak wypadła próba złamania kodeksu honorowego w starciu z japońską myślą deweloperską. Wywiadu z Japończykami nie zrobię z kilku względów – szkoda czasu na możliwość zadania 2 pytań, które w całości zajmą 15 minut, bo będą musiały być przetłumaczone na japoński, tak jak później odpowiedź. O znikającym w trakcie sensie nie wspominam. O standardowym PR-owym ściemnianiu też.

Z chęcią stworzyłbym za to instrukcję dla większości twórców gier. Byłaby krótka – odpowiadajcie wprost na pytania i nie traktujcie każdego zagadnienia jako okazji do recytowania notki prasowej.

email

Skomentuj via Facebook