Skąd się biorą cytaty na okładkach gier?

Z mediów, to wiadomo. Ale na jakiej zasadzie są wybierane? Rzecz nie jest taka oczywista, jak się wydaje. Ba, niekiedy związane z tym operacje ocierają się o absurd.

W najprostszym ujęciu sprawa wygląda tak: jest wydawca gry i jest medium, które o niej napisało. Jeśli w superlatywach, to wydawca upatruje sobie jakiś ładnie brzmiący cytat i pyta medium, czy może go użyć na okładce gry lub w reklamie. To prośba raczej kurtuazyjna, bo to sytuacja win-win – radość ma i medium, zadowolone z darmowej promocji w innym magazynie (to dopiero chytre!) lub w telewizji, cieszy się i wydawca, bo ma opinię ze znanego miesięcznika lub serwisu, który konsument może akurat znać i mu ufać.

Cytat z Gamezilli w spocie reklamowym Mass Effect 3

Zawsze się cieszę na takie akcje i nigdy nie odmawiam. Raz czy dwa wziąłem udział w nieco udziwnionej wersji tej operacji, bo musiałem najpierw wymyślić cytat (tak się ułożyły terminy, że reklama gry musiała być zaakceptowana prędzej niż napisałem recenzję), a potem pamiętać, by go umieścić w tekście. Gdybym zapomniał, ktoś po latach mógłby ten zabieg wyciągnąć i słusznie obie strony umowy pojechać na swoim blogu. Na szczęście nie zapomniałem, za to za chwilę pojadę sam, po kimś innym.

Wszystko jest ładne i fajne, gdy medium prężne, a gra faktycznie doskonała. Gorzej, gdy recenzje nie są przychylne i wydawca staje przed trudnym wyzwaniem wydobycia bryłki złota z kompostu. Historia niestety zna takie przypadki, a finezji w lądowaniu w oborniku jest przy nich tyle, że bohater powinien przed nurkowaniem rzucać do kamery „Welcome to Jackass” i rozbierać się do gaci.

Weźmy sobie przykład z branży filmowej. „Listy do M.”, peany widzów i marudzenie krytyków. 2/6 gwiazdek w magazynie „Film” od Michała Walkiewicza. Co nie spodobało się autorowi? M.in.:

(…) mój zmysł estetyczny i sensor żenady podpowiadają mi, że „Listy do M.” nie są dobrym filmem. Są filmem „dobrym, bo polskim.

Dalej narzeka na lenistwo scenarzystów i przyciężką rękę reżysera, wiarygodność bohaterów i pruderyjną puentę. Dobrych słów – nie stwierdzono.

No, to znaczy gdzieś stwierdzono. W centrum operacyjnym dystrybutora. Oto bowiem na wkładce do edycji DVD filmu czytamy:

Komuś odbiło i ktoś powinien beknąć - jakiejkolwiek metafory by nie użyć, smród niesie się szeroko

Nie wiem, jak upośledzony musi być aparat poznawczy, by miesięcznik „Film” skojarzyć z serwisem Filmweb (i to jeszcze Filmweb Online na dodatek). Nie wiem, jak dalece posunięty astygmatyzm kazał uczynić z Michała Walkiewicza Michała Wałkowicza. To głupie pomyłki, obnażające niefachowe podejście do zawodu, ale manipulacja cytatem jest niedopuszczalna. Tak, te słowa w recenzji padły. Ale są wyrwane ze zdań film krytykujących. Robienie z nich listu polecającego jest niefajne.

Nomen omen – wałek.

Wróćmy jednak na poletko growe, bo i tutaj zdarzają się nieprzyzwoite akcje ocierające się o manipulację. Tę przykładową wyłapał i podsumował na swoim blogu Bartek Sieja.

Hunted: Kuźnię Demona (Cenega) rynek przyjął raczej chłodno, wystawiając oceny rzędu 60%. Skoro nie pomogli recenzenci, to może pomoże marketing – tylko tak mogę wytłumaczyć zdobiący okładkę cytat z CD Action:

„Fantasy Gears of War i… nie sposób się z tym nie zgodzić.”

Chwytliwe, nieprawdaż? Sam bym się na taki tytuł połasił, gdybym nie widział go wcześniej i zawczasu nie postawił na nim krzyżyku, bo brzydki, nudny i nijaki.

Bartek nieco zdziwił się sloganem i zaczął dociekać, czy CD Action faktycznie w taki sposób skomentował grę. W końcu autorytet blisko stu tysięcy czytelników to nie w kij dmuchał, a odpowiedzialność za słowa większa.

No i owszem, słowa padły, ale… rok przed premierą. Dotyczyły trailera pokazanego na E3. I nie były stanowiskiem Tymona z CDA, a przytoczeniem opinii nieokreślonej grupy osób. Cytat przekłamano, bo oryginalnie było:

Mówi się, że to „fantasy Gears of War” i… nie sposób się z tym nie zgodzić.

Szkoda, że na tyle pudełka nie znalazło się miejsce na drugi akapit tamtego wpisu:

Hunted: The Demon’s Forge prezentuje się na chwilę obecną tak, że gdyby nie tysiąc innych gier, które będą pokazane na tegorocznym E3, chętnie bym zagrał w nie już teraz.

Ups.

Podobne sytuacje nie zdarzają się na szczęście zbyt często i oby tak zostało. Głupio tak wmawiać graczowi, że wydaje pieniądze na coś więcej, niż to, czym gra jest w rzeczywistości. Dobry produkt sam się obroni, a złemu można zafundować bardziej wysublimowane wciskanie kitu.

email

Skomentuj via Facebook