Równi i równiejsi – jak Electronic Arts Battlefielda 4 pokazywało

poniedziałek, Wrzesień 16, 2013 , , , Link 0

Taka impreza

Sporo cięgów zebrało Electronic Arts po sobotniej prezentacji Battlefielda 4 i FIFA 14. Nas, czyli Polygamii, na niej zabrakło. Powodów było kilka, jednym z nich był fakt, że to akurat demo BF4 to my bardzo chcieliśmy zobaczyć na Gamescomie, ale nasze prośby o zapisanie na pokaz nie spotkały się z jakimkolwiek odzewem. Co, przykro mówić, zdarzyło się mnie osobiście i mediom w których działam pierwszy raz od kiedy EA funkcjonuje w Polsce.

Czytając relacje po prezentacji żałuję jednak, że na pokaz się nie wybrałem. Bo jednak opis z pierwszej ręki byłby w tym przypadku bardziej na miejscu, niż wysłużenie się relacjami innych.

Opinia #1

Wczorajsza konferencja/prezentacja EA w przykry sposób podsumowuje, w jakim kierunku idzie branża. Impreza absolutnie niedostosowana pod nowe-stare media, czyli serwisy internetowe. Zakaz zdjęć i kręcenia filmów, podczas gdy jutuberzy mieli wydzielone kilka stanowisk ze sprzętem do zrzucania obrazu. Serwisy internetowe i prasa w zdecydowanej mniejszości, muszące powalczyć o krzesło. (…) ewidentnie można odczuć, że skoro prasa i serwisy internetowe nie zawsze brandzlują się nad grami, rzucając ochy i achy, to i ułatwianie im pracy nie jest konieczne. Tylko po co w takim razie zapraszać? (…) Prawda jest taka: redaktor serwisu czy magazynu zrobi jakąś notkę, tylko w sytuacji, gdy jakiś event faktycznie go zaskoczy. Potem dochodzimy do kłopotliwego punktu, gdy tekst na 6k znaków przeczyta może kilka tysięcy osób (a to już wynik ogromny nawet dla największych serwisów). Jeden filmik na YT wygeneruje nawet kilkadziesiąt tys. odsłon.

Opinia #2

Dla mnie hitem był moment, w którym staliśmy małą grupką „branżowców” w sekcji BF-a i nagle zwolniło się kilka komputerów. Wokół nzero chętnych, no to my hyc do stanowisk uradowani i jazda. No niestety, PR był konsekwentny i zgodnie ze słowami zamykającą oficjalną prezentację, zostaliśmy upomnieni i poproszeni o odejście od PC-tów. Dla mnie to było już totalne nieposzaniwanie. To po co ja tam poszedłem?

Opinia #3

Niestety miałem okazję uczestniczyć w tym „evencie” … Przeszukano mój aparat by czasem na nim nie znalazły się zdjęcia stanowisk komputerowych z uruchomioną grą. Następnie zostałem kilkukrotnie poproszony o odejście od komputerów, gdyż zarezerwowane są dla „JuTjuberów”. Dodatkowo podczas zmiany trybu walki, nawet nie można było spokojnie siedzieć na krześle tylko musieliśmy koczować na stojąco… Wybaczcie ale tak się nie urządza eventów dla prasy… wystarczyło zrobić godzinny zamknięty pokaz dla prasy a resztę czasu poświęcajać dla innych zainteresowanych.

Opinia #4

Ja byłem godzinę, po ograniu FIFA 14 oraz informacji, że nie można nic nagrywać wyszedłem. Obiecałem swoim czytelnikom, że opiszę ten event, ale to nie ma najmniejszego sensu, bo nawet zdjęć nie mam. Zabronili fotografować telewizory z grą, której demo każdy ma na swojej konsoli/komputerze.

Zawsze w takich sytuacjach pojawia się średnio trafione założenie, że firma zlekceważyła jakiś serwis czy gazetę. Otóż nie – firma zlekceważyła czytelników danego medium. Dziennikarze nie robią takich relacji dla siebie (zwłaszcza w sobotę). Robią ją po to, by ludzie mieli o tym poczytać. Z powyższych opinii wynika, że organizatorzy bardziej cenią odbiorców kanałów youtube’owych niż czytelników tradycyjnych serwisów.

Szczerze mówiąc, nie zetknąłem się do tej pory z czymś takim. Nigdy będąc na pokazie czy to na zachodzie Europy, czy po drugiej stronie oceanu, nie dano mi odczuć, że jestem z polskiego medium, więc zasługuję (a tym samym moi czytelnicy) na mniej. Oczywiście były sytuacje związane z kosztami – gdy ja próbowałem być w pojedynkę kamerzystą, oświetleniowcem i osobą przeprowadzającą wywiad, taki IGN wystawiał czteroosobową baterię, z dwiema kamerami i dwiema lampami. Nie mam problemu z tym, że z tak dużego serwisu wysyła się więcej osób. Ale o żadnym szczególnym traktowaniu już na miejscu mowy nie ma – przykładem choćby to, że IGN robił wywiad już po mnie, w zasadzie prawie na końcu. A wymęczony rozmówca to mniej fajny rozmówca.

I tak właśnie należało postąpić – potraktować wszystkich obecnych na prezentacji na równych zasadach. Jeśli jednak części do komputerów się nie dopuszcza (wbrew zapewnieniom, że dla nikogo sprzętu nie zabraknie) i nie pozwala nagrywać, a youtuberzy mają do dyspozycji ptasie mleko, to ktoś tu mocno dał ciała. Jeśli vloger ma do dyspozycji komputer z podłączonym sprzętem do nagrywania, dzięki czemu może zgrać dowolny fragment Battlefielda, a gościowi z serwisu nie pozwala się filmować monitorów i każe kasować zdjęcia, to ktoś tu chyba nie rozumie, na czym polega PR.

Potwierdzają to zresztą słowa Grzegorza Marczaka z Antyweb: „Jeszcze nigdy nie byłem na imprezie/konferencji/premierze/pokazie gdzie organizatorzy w różny sposób traktowali by vlogerów/blogerów/prasę/media internetowe – jeśli EA odwaliło taką szopkę to smutne…”.

Ja też nie byłem.

Nie zrzucałbym winy na youtuberów, bo oni robią swoje. Zresztą do organizacji prezentacji również mieli ponoć zastrzeżenia. Ciekawe, czy opowiedzą o nich w swoich vlogach z prezentacji.

Agencja Partnersi, która obsługuje EA i bardzo intensywnie zachęcała mailowo i telefonicznie do przyjścia na pokaz („Komputerów na pewno nie zabraknie!”) oraz zamieszczenia informacji o streamie, nie przekazała mi jeszcze stanowiska EA w sprawie różnego podejścia do uczestników prezentacji.

Jakiś czas temu polskie Electronic Arts przejęło obowiązki czeskiego oddziału firmy (a zdaje się, że również węgierskiego i słowackiego), co przy braku nowej siły roboczej – a wręcz jej osłabieniu, bo Tomasz Tinc przeszedł do CDP.pl – oznacza mniej czasu na obsługę polskiego rynku. Jeśli powyższa sytuacja jest wynikiem tych zmian, to kiepsko wróży dalszej działalności firmy. Zwłaszcza że niepokojących sygnałów jest więcej, ale o tym kiedy indziej.

PS Być może należałoby z tego wyciągnąć jakiś daleko idący wniosek, że np. serwisy internetowe schodzą ze sceny zanim zdążyły na dobre na nią wejść, ale jednak poczekam, aż podobne pomysły zaczną się powtarzać gdzieś indziej niż u nas.

email

Skomentuj via Facebook