Reksio i grzyby. Stare i nowe media w walce o prawdę

 „Twórca Reksia żyje w nędzy” – alarmowały media po emisji „Sprawy dla reportera”, przedstawiającej przytulne mieszkanie Mariana Wantoły. „W skrajnej biedzie” – doprecyzowały inne. „Nie ma bieżącej wody, w mieszkaniu ma grzyba” – pisały. „Mieszka w zrujnowanym, zgrzybiałym budynku bez bieżącej wody, dostępu do gazu, ogrzewanego za pomocą węgla i drewna” etc.

Smutno się człowiekowi robi. Jeśli ktoś uronił kilka łez nad losem Mariana Wantoły i nie zadał sobie trudu weryfikacji wieści – czyli jakieś 99,9% osób poinformowanych o tej sytuacji – to faktycznie ma ochotę zrobić coś dobrego. Na Indiegogo wystartowała więc zbiórka pieniędzy. Twórcy akcji zrobili wokół niej sporo pozytywnego szumu i bardzo szybko na koncie pojawiło się nawet nie upragnione 10 tys. dolarów, ale aż 30 tys. Czyli mniej więcej 100 tys. złotych. Polacy jak nikt mobilizują się w takich sytuacjach.

Ale czy było po co? Czy ktoś w ogóle obejrzał dokładnie reportaż Elżbiety Jaworowicz? Ten z wytatuowanym koleżką dokonującym akrobacji żeby umyć się w misce, a Wantoła jest przedstawiany nie jako twórca, a jako animator? Ten, w którym ów animator prezentuje przytulne mieszkanie bez grzyba, co zauważa sama Jaworowicz? Ten, który z rodziną mieszkanie wykupił, a więc on (tudzież ktoś z rodziny) jest jego właścicielem, a nie spółdzielnia?

Zdaje się, że poziom życia w Polsce wzrósł niewiarygodnie, skoro ładne mieszkanie z ogrzewaniem i prądem to „nędza”. Że piec? Litości, sam 15 lat spędziłem w mieszkaniu z piecem w pokoju i kuchni. Łazienka na klatce schodowej? Codzienność setek tysięcy ludzi w Polsce. Serio – gdzie ta bieda? A, brak wody i grzyb… O tym zaraz.

Reportaż o życiu „twórcy Reksia” wypromowało na Wykopie ponad 1000 osób. Akcja zbierania pieniędzy dla pana Mariana ma ponad 2300 wykopów. W tej chwili „wykopuje” się inny artykuł – z „Gazety Wyborczej”. O tym, że małżeństwo Wantołów ma wodę, a w mieszkaniu nie ma grzyba.

A czy ktoś zadał sobie trud obejrzenia napisów przed Reksiem? Te, w których pan Marian jest wymieniany jako twórca Reksia? Cóż…

Kto jest „bardziej twórcą”? Ten człowiek..

…czy któryś z tych?

Twórcą w znaczeniu dosłownym (a także zdaje się ustawowym) jest osoba, która w jakikolwiek sposób przyczyniła się do powstania utworu. Twórcą w znaczeniu symbolicznym jest pomysłodawca, inicjator, człowiek który stworzył podwaliny. Raczej nie czuję się twórcą PSX Extreme, Polygamii, KŚG, Playa i Hypera, mimo że miałem jakiś udział w każdym z tych przedsięwzięć. Pan Marian zresztą za twórcę Reksia się nie uznawał i nie uznaje. To internet „wiedział lepiej”.

Nie pisałbym jednak o sprawie, gdyby chodziło w niej tylko o niedomówienia i łapanie się za słówka. Prawdziwa treść i mięso tematu kryje się poza tym, co widać.

Po pierwsze, samo Indiegogo i crowdfounding, który w Polsce raczkuje i co rusz potyka się o kłody podrzucane przez państwo. Polacy wciąż nie są przekonani do publicznych zbiórek, więc sprawa pana Mariana była doskonałą okazją, by ludziom zjawisko przedstawić i zachęcić do wspierania inicjatyw, z którymi się utożsamiają. Happy end w postaci ujęcia w kolejnym programie Jaworowicz uśmiechniętych ludzi przy kranie z parującą wodą byłby wystarczającą nagrodą, by położyć się spać z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

Niestety, akcja na Indiegogo została przygotowana niechlujnie. O tym, że „Sprawę dla reportera” mało kto widział, świadczy choćby wzmianka „Reprezentował w pojedynkę nasz kraj na Expo 2010” – radio Erewań się kłania, bo nasz animator owszem, był na Expo, ale w 2000 roku, nie w Szanghaju, a w Hanowerze, i nie sam, ale z całą delegacją, jak to zwykle bywa przy okazji Expo. Dobrze chociaż, że tutaj pan Marian występuje nie jako twórca, a animator.

Nie zakładam złych intencji. To tylko niechlujstwo. A gdy zbiera się pieniądze na ważny cel, to o niechlujstwie nie powinno być mowy.

Po drugie i ostatnie, to świetne studium przypadku dla starcia starych i nowych mediów, uwydatniające zalety i wady obu. Najpierw temat pojawił się w mediach starych, bo w nowych na reportaż nie ma miejsca. Ale tok wydarzeniom, szum i społeczne zaangażowanie były możliwe już tylko w internecie. Tu jednak, jak to często bywa, coś przekłamano, czegoś nie dopowiedziano, a nie było komu sprawdzić. Jest twórca, jest grzyb, potrzebna jest kasa.

Stare skarciły jednak nowe, choć – też klasycznie dla siebie – potrzebowały na to aż dwóch tygodni. Po raz wtóry komuś chciało się pojechać i sprawdzić, tym razem z gazety, bo internet nie ma czasu na jeżdżenie i sprawdzanie. „GW” pojechała i okazało się, że woda jest, w przeciwieństwie do grzyba. Jest też pan Marian, ale nie znaleziono twórcy.

Znamienne, że agorowe media karcą same siebie. Uczciwe, ale i śmieszne. „Brak wody, ogrzewania i grzyb na ścianie. Tak żyje słynny animator – to portal Gazeta.pl” – czytamy w „Gazecie Wyborczej”. Jest szansa, że przy kolejnym cięciu etatów to w papierze ktoś się uchowa, a bezpłatny stażysta trafi do internetu.

Na tym nie koniec. Stare walczy z nowym mając świadomość swej wartości, więc brata się z nowym, ale nie za darmo. Do pomocy zaprzęgło Piano i reportaż o animatorze uczyniło płatnym.  Ja dałem się skusić, znaczy się poszedłem do sklepu i pierwszy raz od lat kupiłem „Wyborczą” z tym artykułem, wyszło 10x taniej. Na Wykopie fruwa skrócona wersja, inaczej skomponowana względem tekstu z „GW”. Tak jakby tekst w gazecie był zredagowany, a do sieci trafił bez zmian, prosto z klawiatury autora.

To demo również ląduje na Wykopie. Liczba wykopów rośnie, ale nie w zastraszającym tempie. Czy internauci znów przyjmą główny wniosek („Aha, jednak nie ma grzyba”), czy zadadzą sobie trud i dotrą do źródła? Zapłacą za Piano? A może kupią stare medium w kiosku?

W sumie nie muszą, bo nowe media już pasożytują. Natemat.pl dzielnie referuje temat (Open Beta też!).

Kogo będziemy cytować, jak gazety upadną? Kogo zasponsorujemy w crowdfoundingu, gdy TVP zlikwiduje programy typy „Sprawa dla reportera” (gdzie Jaworowicz tabloidyzowała media zanim stało się to modne)? Wyjmując z tego równania stare media, nie zostaje nic – Jaworowicz nie dociera do bielskiej kamienicy by przypadkowo spotkać Mariana Wantołę, nikt nie czuje się w obowiązku by zainteresować się losem twórców Reksia. Z drugiej strony, grzyb i brak wody nie stają się faktami medialnymi.

Każdy człowiek ma prawo żyć w godziwych warunkach. Czy ci zasłużeni, jak pan Marian, mają ku temu większe prawo? Nie wiem, być może faktycznie powinni być bliżej początku w kolejce do szczęścia. Zwłaszcza przy skromności, uśmiechu i braku pretensji do świata. Wantoła chwyta za serce i właśnie to poruszyło osoby, które wpłaciły pieniądze na jego rzecz. Dzięki temu nikt już nie ma potrzeby pytać, co z setkami innych osób, które tworzyły kreskówki w PRL-u i dziś żyją w biedzie, może nawet bardziej autentycznej.

Twórcy akcji na Indiegogo zadeklarowali tydzień temu, że zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na rekonwalescencję pana Mariana (który zachorował) oraz remont kamienicy.

Tak, nie mieszkania, najwyraźniej jednak nie ma w nim co remontować.

Wyremontowana zostanie kamienica, więc chłopak z tatuażami będzie mógł się myć w umywalce, a nie w misce. Spełni się marzenie mieszkańców, w końcu po to dzwonili do pani Elżbiety. Może kolej losów narobiła trochę dziwnych zakrętów, ale skutek lepszy niż można się było spodziewać. Ale czy „Pomoc dla Mariana Wantoły”, bo pod tym hasłem fundusze zbierano na Indiegogo, oznacza remont kamienicy? Czy ludzie w tym celu wpłacali tam pieniądze?

Hejterzy już zapomnieli o tym, że przed chwilą sami wpłacili kasę albo przynajmniej share’owali wydarzenie – i ruszyli opluwać. Między innymi rodzinę Wantołów, która przecież nie chciała ani pieniędzy, ani nie uskarżała się na warunki, ani nie nazywała pana Mariana twórcą Reksia. A wszystko dlatego, że nowe media postanowiły dodać dramaturgii i zmanipulować fakty.

Polska bajka, czeski film.

 

Chcesz opublikować ten tekst w innym miejscu? Napisz do mnie.

Skomentuj via Facebook