Prasowe bitwy – jak pisma o grach wojują ze sobą

Niebawem nie będzie komu wojować, a serwisy internetowe szpile wbijają sobie niechętnie. Złote czasy pyskówek na łamach prasy są już daleko za nami. „Pyskówki” to w zasadzie za duże słowo, lepsze byłoby „złośliwostki”. W czasach, gdy o kilka złotych z portfela gracza walczyło przynajmniej 7 multiplatformowych magazynów (i drugie tyle wyspecjalizowanych), trzeba było delikatnie zasugerować czytelnikowi, że te pozostałe nie są czasopismami, których szukają.

Przepychanki między pismami konsolowymi już minęły, bo w tej chwili oba pozostałe przy życiu nie rywalizują ze sobą, a z internetem. W dawnych latach szturchańców nie brakowało, ale nie będę ich przytaczał, bo w osądzie byłbym nieobiektywny, a wolę patrzeć na sprawę z humorem.

Wspomnę za to pojedynek PlayStation Plus i PSX Fan, dwóch czasopism ukazujących się w drugiej połowie lat 90. Pierwsi zarzucili drugim kopiowanie opisów z innych źródeł (zdaje się, że z Gamefaqs, ale nie tylko). PSX Fan zareagował oburzeniem, chociaż dziwnym trafem w opublikowanej przez magazyn liście ciosów do Ready 2 Rumble zwracał uwagę fakt, że ich nazwy tworzyły w pionie słowo BANAN… Zupełnie jak w analogicznym opisie w Neo Plus, stworzonym dziwnym trafem przez Banana.

Jeśli dobrze pamiętam (a jeśli nie, dajcie znać w komentarzach), PSX Fan odciął się zgrabnie, oskarżając konkurencję o używanie w tytule zastrzeżonej nazwy. PlayStation Plus skończyło więc jako Player Station Plus, a Sony zapewne odetchnęło z ulgą, chociaż jeszcze nie wiedziało, że cudownie odzyskany znak towarowy zastosuje dopiero kilkanaście lat później dla pewnej usługi na PS3.

Bogatszą historię szturchańców ma rynek prasy komputerowej. Jeśli kogoś zastanawia, skąd tyle tajnych służb w nazewnictwie pierwszych pism, to musi wiedzieć, że i Top Secret, i Secret Service założyła jedna i ta sama osoba – Marcin „Martinez” Przasnyski. Według podań i legend, porzucając Wydawnictwo Bajtek i TS-a zabrał ze sobą nowy layout i listy, ale nowy naczelny, Marcin Borkowski, nieszczególnie go za to atakował. TS uchodził za gracza fair play i w podjazdy się nie bawił, wykonując swoją robotę i skupiając się na kreowaniu lekko absurdalnej otoczki wokół pisma.

Życzenia dla konkurencji [Gambler 6/1996]

Głośniejszy był późniejszy konflikt dwóch głów SS, Martineza i Waldemara Nowaka, który doprowadził do odejścia pierwszego z pisma, a niedługo później do zmiany jego nazwy na New S Service.

Urokliwa była licytacja na to, kto ma więcej i taniej. Gambler sięgnął po rachunek matematyczny i wyliczył, że czytelnik płaci ledwie 2,9 grosza za niereklamową stronę pisma, tymczasem u konkurencji – zupełnym przypadkiem niech to będzie Secret Service – kwota jest wyższa, bo wynosi 4,18 grosza.

Moja cena jest mojsza niż twojsza [Gambler 5/1995]

Reakcja Secret Service była raczej delikatna.

So? [Secret Service 9/1995]

Dowalano również z grubszej rury:

"Screenshot dedykowany całej naszej Konkurencji z najlepszymi życzeniami" [Gambler 8/1996]

Sięgano po zaszłości historyczne:

"Tak to już jest, że panowie noszący znaczek Secret Service na sercu, noszą teczki Top Secret pod pachą" [Secret Service 3/1996]

A niekiedy po prostu trzeba było przyznać się do błędu:

A za karę będę czytał konkurencję [Top Secret 12/1995]

Swoje próbowały uszczknąć nieco mniejsze magazyny. Gry Komputerowe nie mogły przeboleć, że w nazwie Gambleriady (dla czytelników >20 – dużych lokalnych targów growych) znajduje się nazwa konkurencyjnego magazynu:

W dniach 27-29 października 1995 roku (…) odbyły się I Targi Gier Komputerowych niefortunnie zwanych „Gambleriadą”. (…) W takiej sytuacji nadawanie Targom nazwy jednoznacznie kojarzącej się z tytułem jednego z wielu miesięczników komputerowych jest wielkim nieporozumieniem i ze zrozumiałych względów musi budzić sprzeciw. Żadna to bowiem zasługa owego pisma, że impreza wypaliła, zaś przypisywanie sobie wszelkich zasług z tym związanych odbieram jako nietakt w stosunku do innych redakcji. Jedynie miesięcznik „Secret Service” zachował się wobec zaistniałej sytuacji niezwykle rozważnie i po prostu zbojkotował imprezę. (…) Jeśli pozostałe redakcje zachowają się podobnie, to można pogrzebać nadzieję o stworzeniu dużej imprezy komputerowej i wszyscy na tym stracą, bo w tej sytuacji impreza pod patronatem jednego pisma przybierze charakter lokalny i zemrze śmiercą naturalną. Mamy jednak nadzieję, że zdrowy rozsądek zwycięży (…)

Dramatyczny apel Gier Komputerowych

Ciekawe, czy redaktor Gier Komputerowych w ogóle zwrócił uwagę, że w nazwie „I Targi Gier Komputerowych” kryje się też nazwa jego pisma.

Rywalizacja między pismami przybierała niekiedy bardziej realny wymiar:

Turniejowe versusy [Gambler 4/1995]

Marzeniem wszystkich redakcji, które długo się nie spełniało, było 100 stron magazynu. Czasopisma stopniowo zwiększały swoją objętość, ale 100 dalej było mityczną cezurą, za którą wszystko miało być lepsze.

100 stron (not) [Secret Service 9/1994]

Secret Service wyrażał życzenie nawet na okładce, pisząc wielkimi literami „100 stron”, a mniejszymi dodając „Chcielibyśmy mieć. A mamy już 68!!!”. Top Secret w swoim stylu ideę wyśmiał, pisząc o 15 miliardach stron na piętnastomiliardolecie Wszechświata.

Dużo stron [też not] [Top Secret 11/1994]

Na marginesie: 100 stron jako pierwszy osiągnął Świat Gier Komputerowych w końcówce 1996 roku.

Piękne czasy!

email

Skomentuj via Facebook