„Pracownik Microsoftu” i plotka, która miała stać się faktem

czwartek, Styczeń 24, 2013 , , , Link 0

Tajemniczy X wysłał do największych anglojęzycznych redakcji internetowych o grach i technologiach maila, w którym podał się za pracownika Microsoftu główkującego nad nowym Xboksem. Treść sklecił z internetowych spekulacji, maila zatytułował „Finalna specyfikacja i szczegóły systemu dla konsoli nowej generacji „Xbox”.

W mailu nie było żadnych informacji pozwalających zweryfikować korporacyjną paplę. Ale ktoś chwycił haczyk.

Zaczęło się od Pocket-Lint. Serwis wprawdzie zapowiedział tajemniczemu źródłu, że musi informację zweryfikować, ale najwyraźniej uznał, że wszystko jest w porządku, bo niedługo potem znalazła się na stronie. Później info trafiło na Yahoo, CNET, Gizmodo, VentureBeat, TechDigest, VG247, NowGamer.

W ślad za zachodnimi serwisami poszły też polskie, m.in. cdaction.pl i Miasto Gier, ale w przeciwieństwie do powyższych nie dodały aktualizacji o tym, że ktoś sobie z nich zakpił.

Autor zamieszania jest rozczarowany postępowaniem serwisów growych oraz faktem, że niewiele jest w ich postępowaniu tradycyjnego dziennikarstwa. Wszystkie wskazane serwisy ograniczyły się do wskazania Pocket-Lint jako źródła, co jest wygodne, bo zdejmuje konieczność weryfikacji faktów.

Cóż, tak działa internet. Tak działają ludzie. Czy osoby szerujące na potęgę na Fejsie informacje o biednych psach ze schroniska, chorych dzieciach („Milion lajków, a uzbieramy na operację!”) i zaginionych osobach zadają sobie trud zweryfikowania tego, co udostępniają innym?

Hitowa była historia o wodzu Raoni płaczącym z powodu bliskiej industrializacji dziewiczych terenów w Brazylii. Masy szybko łapią się na atrakcyjny haczyk. Nawet tak – mogłoby się wydawać – czujne jak te na Wykopie. Z rzadka ktoś pójdzie po rozum do głowy i zada sobie podstawowe pytanie – czy ktoś mnie nie robi w balona?

Wracając do tajemniczego informatora. Co właściwie serwisy powinny zrobić w takiej sytuacji? Po pierwsze, zapytać Pocket-Lint skąd ma informacje i czy są wiarygodne. Po drugie, zweryfikować wiedzę u źródła, czyli w Microsofcie. Problem w tym, że oba sposoby nie przyniosłyby nowej wiedzy, bo Pocket-Lint nabrałby wody w usta (również dlatego, że sami zachowali się w tej sytuacji najgorzej), a MS z zasady nie komentuje plotek i doniesień.

Odsianie plotek od faktów to trudne zadanie, zwłaszcza że wiele pozornie głupich doniesień koniec końców okazuje się faktem. Takie wycieki zdarzają się regularnie. Jak to weryfikować? Nie da się. A może w ogóle nie tykać takich tematów? Nie sposób, właśnie ze względu na to, że plotki mogą wkrótce znaleźć potwierdzenie w faktach. Redakcje nie mogą się wypisywać z tego wyścigu.

Moim zdaniem wystarczy, że w tekście znajdzie się adnotacja o plotce lub spekulacjach.

Zwróćcie uwagę, że autor nie pisze, ile maili wysłał po redakcjach – wiadomo tylko, że było ich „bunch of”. Po tak totalnie niezweryfikowaną informację sięgnął raptem jeden, na dodatek mniej znany serwis. Reszta umyła ręce powołując się na stronę, która jako pierwsza poruszyła temat. Ani słowem nie zająknęły się IGN, Gamespot, CVG, Kotaku, Polygon. To dobra informacja.

Żeby było zabawniej, 6 z 8 stron to nie serwisy growe, a technologiczne. Brzmi znajomo?

Ale gifa i tak wrzucę, jest świetny.

PS Obrazek w miniaturze wpisu pochodzi z GameRanx.

email

Skomentuj via Facebook