O przegranym Xboksie 360, który jest „jak konto na Facebooku za tysiąc złotych”, i debilu z Onetu

środa, Październik 17, 2012 , , Link 0

Złośliwcy mówią, że prasy o grach już nikt nie czyta („Bo wszystko jest w internecie!”) i niekiedy nawet w to wierzę. Na przykład teraz. Gdyby tekst, o którym zaraz Wam opowiem, ukazał się w internecie, shitstorm nie miałby końca. Ale ukazał się na papierze i przeszedł w zasadzie bez echa – nikt się nim nie przejął, nie założył antygrupy na Fejsie i nie zrobił mema. Przychodzę z odsieczą, bo tak kuriozalnego artykułu nie czytałem w growej prasie od kilku lat.

„Siedem grzechów Microsoftu. Dlaczego Xbox 360 przegra” – głosi już na okładce nowy numer Neo Plus. To samo Neo Plus, w którym publicystyka od dłuższego czasu stoi na wysokim, wyższym niż w konkurencyjnym PE poziomie. Chwaliłem ją zdaje się nawet na Open Becie, bo felietony branżowych speców czyta się ciekawie, a i obszerne tematy numeru mogły inspirować.

Najwyraźniej było za dobrze, bo dwustronicowa lektura oferuje wrażenia rzadko w prasie spotykane. Autor, który rozmyślnie nie podpisał swojego opus magnum, zaczyna z grubej rury już w leadzie:

Microsoft miał wszystko, by pokonać Sony w tej generacji konsol. Lepszą usługę sieciową, lepsze wersje gier multiplatformowych, lepsze exclusive’y. A jednak nie dał rady.

Mniej lotny czytelnik, pod którego najwyraźniej napisano tekst, przyjmie tę prawdę niczym kazanie z ambony. Ci choćby trochę rozgarnięci zapytają jednak: „Jak to nie dał rady?”.

Xbox 360 wciąż po blisko 7 (!) latach trwania tej generacji konsol wciąż zajmuje drugie miejsce, za Wii i przed PS3. Ostatnie, majowe oficjalne wyniki mówią o 67,2 milionach sprzedanych X360 przy 63,9 miliona PS3. Różnica skromna, ale nie zmniejsza się – wręcz przeciwnie, aktualnie jest większa niż w lutym 2011 (wówczas 1,3 mln różnicy).

Jak bardzo złe intencje trzeba mieć, żeby napisać, że przegrał?

To podstawowa, wyjątkowo żenująca manipulacja. Stawianie X360 w roli przegranego każe odesłać autora do poprzedniej generacji konsol, gdy sprzedało się 150 mln PS2 i 24 mln Xboksa. Autor sobie weźmie kalkulator i policzy. Wnioski? Xbox 360 już wygrał tę generację, tak jak i wygrało ją Nintendo z Wii. Przełamał dominację Sony, które zajmuje wstydliwe, trzecie miejsce. Dla firmy, która poprzednie wojny konsolowe zdominowała bezwzględnie, rozstawiając przeciwników po kątach, to smutna porażka.

Ale zejdźmy na ziemię, bo tekst z N+ nie jest o faktach, a o urojeniach.

Pierwszy akapit pogłębia dysonans poznawczy:

[Xbox 360] podbił świat, wskakując na drugie miejsce w rankingu sprzedanych konsol obecnej generacji, prześcigając Sony z ich PlayStation. Bajka nie trwała długo.

Och, marne 7 lat. I trwa wciąż. W tekście oczywiście nie padają liczby.

Przyszła pora na to, by w Microsofcie coś się „zepsuło”.

Och, „zepsuli” się Kinectem, dzięki któremu X360 dotarł do zupełnie nowych odbiorców.

Dalej jest zabawnie, bo autor spiął problemy w MS w 7 grzechów głównych. Jak karkołomne okazało się to zadanie – zaraz Wam zacytuję i pośmiejemy się razem.

Wygląda na to, że po wielu latach nadszedł kres dominacji Live’a. Wnioskujemy po braku reakcji na nową propozycję Sony, które po wielu latach wreszcie pojęło reguły gry.

Podobno w Chinach są już podróbki iPhone’a 5. Po braku reakcji Apple wnioskuję, że iPhone’a 6 już nie będzie.

Jako grzech numer 2 (chciwość) autor wskazuje – uwaga – czasowe exclusive’y.

Po co płacić za dwutygodniową, czy miesięczną wyłączność na nowe mapy do Call of Duty? Przecież posiadacze konkurencyjnej konsoli i tak w końcu na nich zagrają, i to w dodatku za te same pieniądze.

Po co kupować nowe gry? Przecież za rok będą tańsze. W zasadzie po co kupować tańsze, skoro kiedyś mogą być w PS+? Po co w sumie kupować konsole, skoro kiedyś będą kolejne?

Żeby było zabawniej, w punkcie 7 (lenistwo) autor zmienia front i stwierdza, że ekskluzywność jednak jest fajna. A Xbox 360 przegra, bo tych ekskluzywnych gier ma mało.

Idźmy jednak do grzechu czwartego (zazdrość). Zawsze mi imponuje, gdy młody autor na peryferiach elektronicznej rozrywki, czyli w Polsce, nie waha się napisać:

Jednak całkowite skupienie uwagi na Kinekcie wykazuje kompletny brak umiejętności analizy rynku.

Prawdopodobnie chodziło o „pokazuje”, nie „wykazuje”. Tak czy siak – brać chłopaka do Redmond i niech analizuje.

Ten punkt nie do końca rozumiem. Autor powołuje się na przykład Wii, które w końcu przestało się sprzedawać. Cóż – nie ma gier, to i konsola się nie sprzedaje. Podobno Xbox 360 z Kinectem idą tą samą drogą.

Karkołomne rozumowanie mamy w punkcie piątym (łakomstwo). Co jest grzechem Xboksa? Że jest multimedialnym kombajnem. Autor ma Microsoftowi za złe, że w X360 znajdziemy wyszukiwarkę, polecenia głosowe, stacje telewizyjne, Xbox Music, Xbox Smart Glass. „Łakomstwem” jest możliwość oglądania na Xboksie filmów i słuchanie muzyki. Zdanie podsumowania to skok na główkę do Basenu Narodowego:

Te i wiele innych funkcji (…) sprawiają, że pierwsza konsola HD-generacji na świecie coraz bardziej przypomina warte około tysiąc złotych konto na Facebooku niż platformę do gier.

To jest moment na szukanie szczęki.

Teoretycznie wszystkie grzechy i argumenty można odwrócić i napisać podobny tekst o PS3. „Wszystkie grzechy PS3. Dlaczego przegra?”. Bo przecież tej jesieni MS ma nową Forzę i Halo 4, a Sony co najwyżej All-Stars Battle Royale. Bo na PS3 da się oglądać TVN, AXN, a co gorsza, filmy na Blu-rayu. Bo ma Move’a i gry na tego Move’a się sprzedają lepiej niż Kilzony, Godofłory i Anczartedy.

Jak tak wynajduję jeszcze podobne bzdury, to też zaczyna do mnie docierać, że pod takim czymś wstyd się podpisać.

Ciekawe, jakiej treści tekst znaleźlibyśmy w Neo Plus, gdyby trzy strony reklamy w bieżącym numerze (w tym dwie okładki) kupiło nie Sony, lecz Microsoft.

Rzecz jest o tyle ciekawa, że magazyny o grach stoją zazwyczaj na straży zdrowej dyskusji o grach – nie faworyzują (zazwyczaj) żadnej z konsol, a już na pewno nie piszą o nich w duchu forumowego trolla. Ta dziwna zmiana frontu robi z czytelnika idiotę, wmawiając fikcyjny obraz branży.

W ogóle jakiś nerwowy ten numer. We wstępniaku Gulashowi puściły nerwy – odnosi się do openbetowej dyskusji o tym, co zrobić ze słynnym przedwczesnym Residentem. Szkoda, że nie zaznaczył źródła, zwłaszcza że chwilę później bez ceregieli nazywa dziennikarza Onetu debilem i kretynem. Klasa!

Zamiast męczyć oczy inwektywami lepiej skupić oczy na innych fragmentach. Są, hm, kontrowersyjne.

W imię czego mielibyśmy narażać Capcom na wielomilionowe straty?

Czy czytelnicy mogą cytować to zdanie przy każdej w ich mniemaniu zawyżonej ocenie?

Skoro Capcom przed premierą pokazuje ze swojej gry konkretne materiały, najwyraźniej ma w tym jakiś cel.

A dziennikarz nie jest od tego, by to za wszelką cenę zweryfikować?

W imię czego mielibyśmy psuć plan jednemu z naszych ulubionych wydawców?

Po co recenzje, lepiej drukować w ich miejscu notki prasowe. Nawet taniej wyjdzie.

Potem jest jeszcze nerwowe przekonywanie, że gra kupiona w sklepie to dokładnie to samo, co kopia review od wydawcy, ale już mi się nie chce przepisywać.

Panowie z N+, robicie zajebiste pismo. Ale bardziej zajebiste jest bez tego powyżej. Naprawdę.

Skomentuj via Facebook