Growe dziennikarstwo spotyka etykę

piątek, Październik 26, 2012 , , , , Link 0

Łatwo być etycznym dziennikarzem politycznym. Nie żeby było takich egzemplarzy jakoś dużo, bo do bezstronności niewielu się pali, ale mimo wszystko – łatwo. Politycy ani partie nie reklamują się w mediach. Jeszcze łatwiej być etycznym dziennikarzem sportowym. Piłkarze ani kluby nie kupują reklam. Można pisać o czym się chce, drążyć temat.

Bycie dziennikarzem growym to inna para kaloszy. Jak w każdych wyspecjalizowanych mediach wystawiających cenzurki. Polega na lawirowaniu między grupami interesu. W mediach growych firmy reklamują produkty, które później – często gdzieś obok – media poddają krytyce. Wyjściowo rzetelnej. Czytelnik i tak wie swoje, a serwisy nie zawracają sobie głowy tłumaczeniem, jak jest naprawdę.

W Polsce zainteresowanie medialno-branżowym undergroundem nie jest szczególnie rozległe i interesuje przede wszystkim branżę właśnie, ale być może mamy jeszcze czas a przeprowadzenie takiej dyskusji. Polski rynek można nazwać względnie normalnym dopiero od kilku lat. Normalnym – nie znaczy unormowanym.

Amerykanie i Brytyjczycy dorobili się pewnego dziennikarskiego etosu, ale i oni nie do końca odnajdują się w skomercjalizowanym show, w którym biorą udział. Tam dyskusja jest szeroka. Teraz przybrała na sile. Zapoczątkował ją Robert Florence z Eurogamera, który opublikował tekst o „Stoliku z Doritos”.

Artykuł zdobi zdjęcie jednej z najbardziej znanych twarzy opowiadających o grach. Geoff Keighley siedzi między banerem Mountain Dew z Master Chiefem a stolikiem z paczką Doritos i czterema butelkami napoju. Niezależny dziennikarz, twarz programów o grach, czołowy ekspert branży w otoczeniu marketingowych produktów napędzających Halo 4.

To w zasadzie nie zdjęcie, a stopklatka z wywiadu na YouTube, który przeszedł bez większego echa. Ukazał się 18 października i ma raptem 1600 odwiedzin, więc raczej niewiele z wypowiadających się na jego temat osób miało okazję go zobaczyć. Oto on:

Ta akcja jest tak przegięta, że niespecjalnie się nią przejąłem (choć zdążyła już stać się memem na NeoGafie, a na Wikipedii dopisano go do biografii Keighleya). Naoglądałem się przeróżnych amerykańskich programów czy ceremonii rozdania nagród, w trakcie których plansze sponsorskie i product placement zajmują nie mniej eksponowane miejsce od samych gier. Poza tym umówmy się – osoby, które wpadły na promowanie w ten sposób napoju i chipsów, marketing kończyły co najwyżej korespondencyjnie.

Ważniejsza jest dalsza część tekstu.

Florence krytykuje fakt, że dziennikarze biorą udział w zabawach dla dziennikarzy typu „Wyślij Tweeta, wygraj PS3” (chodziło o nagrodę od Games Media Awards – by się o nią ubiegać, należało zatweetować wpis z odpowiednim hashtagiem). Dalej zwraca uwagę na fakt, że media i wydawcy nie powinni jechać na tym samym wózku. Najważniejszy fragment tekstu:

Standards are important. They are hard to live up to, sure, but that’s the point of them. The trouble with games journalism is that there are no standards.

Dobry, ważny tekst. Problem w tym, że Eurogamer szybko go ocenzurował. Ze strony zniknął ten fragment:

One games journalist, Lauren Wainwright, tweeted: „Urm… Trion were giving away PS3s to journalists at the GMAs. Not sure why that’s a bad thing?

„Now, a few tweets earlier, she also tweeted this: „Lara header, two TR pix in the gallery and a very subtle TR background. #obsessed @tombraider pic.twitter.com/VOWDSavZ”

And instantly I am suspicious. I am suspicious of this journalist’s apparent love for Tomb Raider. I am asking myself whether she’s in the pocket of the Tomb Raider PR team. I’m sure she isn’t, but the doubt is there. After all, she sees nothing wrong with journalists promoting a game to win a PS3, right?

Another journalist, one of the winners of the PS3 competition, tweeted this at disgusted RPS writer John Walker: „It was a hashtag, not an advert. Get off the pedestal.” Now, this was Dave Cook, a guy I’ve met before. A good guy, as far as I could tell. But I don’t believe for one second that Dave doesn’t understand that in this time of social media madness a hashtag is just as powerful as an advert. Either he’s on the defensive or he doesn’t get what being a journalist is actually about.

Kim jest Lauren Wainwright? To freelancerka współpracująca m.in. z IGN, Destructoidem i wydawnictwem Future Publishing. Do wczoraj w notce na Journalisted.com wśród firm, dla których pracuje, wymieniała Square Enix. Po artykule Eurogamera wydawca zniknął z bio, a Twittera autorka zablokowała dla gapiów.

W ostatnim czasie – prawdopodobnie pokrywającym się z bliżej nieokreśloną działalnością dla Square Enix – pisała o Final Fantasy XIII i Final Fantasy XIV do internetowych zinów, do IGN o Tomb Raiderze, do „The Sun” o Deus Ex: Human Revolution. Recenzja Lara Croft and the Guardian of Light na INC Gamer zniknęła ze strony. Na Twitterze rozpływa się w pochwałach dla Tomb Raidera. Zamiast wyjaśnień jest jednak kasowanie śladów.

Dlaczego cytowany fragment zniknął? Eurogamer ogłosił okrojenie tekstu na Twitterze i przeprosił Lauren Wainwright.

O pozwie podobno nie było mowy, jak twierdzi Michael French z MCV UK, aktualnego pracodawcy autorki. Inne zdanie ma Florence. Wygląda na to, że Eurogamer zrobił to dla świętego spokoju – Ben Kuchera z Penny Arcade zasugerował, że użeranie się z sądami w Wielkiej Brytanii jest uciążliwe, zwłaszcza dla mediów. Sądy w Wielkiej Brytanii mają prawo do cenzury prewencyjnej, a nawet całkowitego zablokowania informacji, jeśli zażyczy sobie tego opisywana osoba i ma ku temu jakieś powody. Winy natomiast nie musi udowadniać oskarżyciel – to oskarżony musi dostarczyć dowody swojej niewinności.

Kuchera postanowił nazwać rzecz po imieniu:

Okrojenie artykułu przez pracodawcę to i tak najmniej przykre, co spotkało Florence’a. Dzień później przestał pracować w Eurogamerze. Na swoim Twitterze nie wini jednak pracodawcy – sugeruje, że „ci źli” są gdzieś indziej.

Przykra sugestia dla wszystkich, którzy chcą szerszej dyskusji o standardach w dziennikarstwie growym. Tematu nie podjęto ani na IGN, ani na Gamespocie, ani na GameInformerze, ani na Kotaku.

Ale czy w ogóle istnieje coś takiego jak „growe dziennikarstwo”?

Skomentuj via Facebook