Łzy po GameTrailers wylane. Chwila oddechu i widzimy się na YouTubie?

Łzy po GameTrailers wylane. Chwila oddechu i widzimy się na YouTubie?

Do niedawna GameTrailers było wymieniane obok IGN i Gamespotu jako najważniejszy serwis w anglojęzycznej części świata. Od pewnego czasu już tak nie jest. Krajobraz growych mediów internetowych zmienił się, a ogłoszony dziś zgon GT jest tego smutną konsekwencją. Spodziewaną, nieuchronną i taką, której zaradzić się nie dało. Nie w specyficznym ekosystemie, w który korporacje same się wpędziły.

Gdy GameTrailers powstawało, w 2002 roku, YouTube’a jeszcze nie było. YT pojawił się 3 lata później. Gdy młodzi adepci aparatów cyfrowych z 2 megapikselami kręcili w 240p swoje koty spadające z firany, ekipa GT próbowała przenosić do internetu telewizję, ale bez sztywnych ram czasowych i nadmiernej ramówkowej spiny.

GT było polem działania dla ekipy ScrewAttack, tu realizował się The Angry Video Game Nerd, rozbłysła gwiazda  Geoffa Keighleya, ożeniono analitykę z popkulturą za sprawą Pach-Attack, w którym Michael Pachter mógł nie trafiać ze swoimi przewidywaniami. Pojawiały się materiały o historii gier, przybliżające historię ulubionych serii, podcasty, formaty komediowe. A w trakcie targów E3 można było liczyć na profesjonalizm i ciągłość relacji.

GameTrailers było najlepszym przeniesieniem telewizji o grach do sieci. I pozostawało takim dość długo. Miano bezpowrotnie straciło w 2014 roku, gdy serwis przejęło Defy Media, zwolniło dwie trzecie pracowników i stało się jasne, że to początek końca.

GT stanowczo zbyt długo kisiło się we własnym sosie. Dość powiedzieć, że dopiero 4 lata temu serwis otworzył kanały na YouTubie, czego efektem są wstydliwe 534 tysiące subskrybentów. Zamiast wejść na YT jak najszybciej i zaoferować najwyższą jakość, szefostwo naiwnie liczyło, że własny player – a więc i własne reklamy, 100% zysku zamiast psiego procentu od Google’a – pozwoli na zgarnianie większej części puli. Tymczasem growi youtuberzy profesjonalizowali się i nabierali doświadczenia. Byli częścią ekosystemu, który kwitł, rozrastał się i promieniował. Wkrótce mieli zacząć zarabiać duże pieniądze.

Bo na YouTubie się nie traciło. Chytra statystyka pozwalała wierzyć, że na YT tylko się rośnie – wszak najbardziej opiewany współczynnik to subskrybcje, które nie spadają, chyba że przeciwko jakiemuś youtuberowi z jakichś względów ruszy „przemysł pogardy”. A w GT – tak jak i w innych, pisanych serwisach – punktem odniesienia była liczba emisji w poprzednim miesiącu.

Żaden player wideo nie wytrzymuje konkurencji z YouTube’em. Żaden nie działa tak szybko, nie wszystkie pozwalają przewijać reklamy, mało który daje się monetyzować reklamami wyświetlanymi w oknie filmu. Żaden nie embeduje się tak pięknie na Facebooku, żadnego nie da się tak łatwo wyszerować w social media, żaden nie jest aktualizowany tak błyskawicznie, na bieżąco dostosowując się do otoczenia. Cóż z tego, że GT zdobywało 100% pieniędzy z reklam, skoro ludzie przerzucili się na serwis, który jest wygodniejszy w działaniu?

Na Gamezilli eksperymentowaliśmy z kilkoma youtuberami, sprawdzając, czy ich popularność przełoży się na zwiększenie zasięgu serwisu. Tak się nie stało. Wniosek jest dość oczywisty i w obecnym stanie przemian w mediach częstym mianownikiem będzie fakt, że ważniejsze od treści i osobowości jest samo medium. Ludzie nie odwiedzali Gamezilli, by słuchać youtuberów, bo miała kiepski player. Player, który nie był YouTube’em – i tyle.

Po GT nie będę jednak wylewał łez, bo nie mam najmniejszych wątpliwości, że ta szalona ekipa doskonale sobie poradzi. Poczytajcie sobie wypowiedzi fanów zszokowanych zamknięciem serwisu. Oni wesprą tych chłopaków. Kierunek działania wydaje się oczywisty – zmiana kanału nadawania na YT, prośba o wsparcie na Patreonie i karawana jedzie dalej. Jim Sterling wyciąga z Patreona 10 tysięcy dolarów. Dla lubianych, sprawdzonych journosów na Zachodzie jest życie po życiu tak długo, jak jest zapotrzebowanie na to, co oferują.

A ja wyrażam zapotrzebowanie na growych czubków, którzy pozostając profesjonalistami potrafią się cieszyć tak jak w trakcie E3, gdy zapowiedziano Shenmue 3 (od 5:40).

PS Polskie tvgry.pl znacznie lepiej czują, skąd wieje wiatr. Serwis wprawdzie mocniej zbratano z gry-online.pl, rezygnując z wcześniejszej separacji, ale nie ma mowy o lekceważeniu YouTube’a. Ekipa pozbierała się po odejściu Krzyśka Gonciarza i Marcina Łukańskiego, robiąc aktualnie bardzo dobrą robotę.

This entry was posted in Branża, Gry, Media and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.
  • Kamil

    Patrzę na to wideo, spoglądam na tę radość i przypominam sobie siebie w tym momencie. Z ogromnym facepalmem związanym ze sprzedawaniem marzeń przez Sony na konferencji. Marzeń, które — o ile w ogóle — to jeszcze dłuuugo się nie ziszczą.

    I może ekipa doświadczona i szalona, ale tego entuzjazmu absolutnie nie rozumiem ;). Ale, naturalnie, trzymam kciuki. Sama forma w jakiej się dowiedzieli jest bardzo, ale to bardzo słaba: http://www.neogaf.com/forum/showpost.php?p=194642343&postcount=6727

    • Kosowsky

      Kwestia mentalności. Amerykańska kultura growa ma za sobą dłuższą przeszłość, a gracze mają więcej entuzjazmu niż my – malkontenci i marudy.

      • Kamil

        Coś w tym może i jest, jednak obserwując to co się działo na Twitterze (a mam tam głównie #branszabranszabransza znajomych), oni również byli oczarowani konferencją Sony. I wyszedłem na największego marudę twierdząc, że te gry nie wyjdą nigdy… albo co najmniej przez kilkadziesiąt najbliższych miesięcy 🙂

        Chociaż z FF7 im uwierzyłem że dadzą radę, gdy zapowiedzieli epizody! 😉