Lista gier z Biedronki, czyli jak strollowałem konkurencyjne serwisy o grach

Linkowanie to rzecz święta. Każdy media worker powinien mieć na biurku instrukcję „Link albo śmierć”. Honorowanie źródła, z którego pochodzi trawiona informacja, to podstawa pisania w internecie.

Oczywiście to tylko teoria, bo w rzeczywistości na wierzch wychodzą kompleksy. „Nie zalinkuję, bo jeszcze ktoś kliknie w link I MU SIĘ SPODOBA I JUŻ NIE WRÓCI”. Albo „nie zalinkuję, będę udawał, że ja to wymyśliłem”. I tak dalej. Dziś na Polygamii w newsie o Nintendo w Polsce zalinkowaliśmy do d-Serious, bo właśnie tam przeczytaliśmy informację o nowym dystrybutorze. Nie będziemy udawać, że codziennie odświeżamy stronę nintendo.pl i nagle zobaczyliśmy komunikat o zmianach. Ktoś widział pierwszy – należy mu się bonus.

Nie ufam serwisom, które informacje biorą z powietrza. Mam problemy, by wierzyć PPE, CD Action i paru innym, którzy wstydzą się linkować albo krępują ich niezrozumiałe korporacyjne wytyczne. Linkowanie to również okazywanie szacunku czytelnikom. Powinni mieć prawo powiedzieć „sprawdzam” i przeczytać źródło pod linkiem. Na Polygamii nie raz czytelnicy wskazywali nam błędy właśnie dzięki temu, że podawaliśmy źródło. Jeden klik i można sprawdzić, czy redaktor nie dał ciała – np. źle tłumacząc jakąś wypowiedź lub myląc sens informacji. To dobry mechanizm samokontrolujący, pozwala podnieść poziom serwisu.

Oczywiście czasami nadmierne inspirowanie się przynosi korzyść temu, który inspiruje. Gdy dawno temu, jeszcze na Gamezilli, napisaliśmy o darmowym Falloucie na GOG-u, koledze z Neogo tak mocno spodobał się news, że skopiował… link afiliacyjny do GOG-a. Dzięki temu wpadło kilka dodatkowych dolarów. Prawdopodobnie dowie się o tym z tego newsa. Pozdrawiam 🙂

Dla hecy można we własnym, autorskim newsie czy tekście wyprowadzić kserobojów w pole. Mistrzowsko zrobił to Banan za czasów Neo Plus, układając listę ciosów w opisie do jakiejś bijatyki w ten sposób, że pierwsze litery czytane pionowo tworzyły jego ksywkę. Jeden z konkurencyjnych magazynów się na to złapał.

Dziś sam zrobiłem psikusa, zmieniając nieco newsa Pawła Kamińskiego, w którym znalazła się lista gier CD Projektu sprzedawanych w Biedronce. Zmiany drobne, bez krzywdy dla treści. Jak sobie teraz pomyślę, mogłem wymyślić coś bardziej wysublimowanego, na przykład litery układające się w pionie w hasło „kiełbasa żywiecka”. Wszystko w imię ciekawości – zawsze miło dowiedzieć się, dla kogo Polygamia jest wzorem i ulubioną lekturą.

Co dokładnie zrobiłem?

Poprawiłem pisownię Stubs the Zombie na prawidłową – Stubbs the Zombie.

Lista jest alfabetyczna, więc zmieniłem szyk w dwóch miejscach:


Naturalnie literówkę ktoś mógłby poprawić, ale przestawiać szyk alfabetyczny w dwóch losowych miejscach? Mowy nie ma. Dzięki temu łatwo było sprawdzić, kto przekleił sobie listę z Polygamii (oczywiście nie podając źródła). I powielił wszystkie trzy zmiany.

Gratulacje składam serwisom CD Action, Gra.pl, Benchmarkowi, Naszemu Miastu, Dzięki, że nas czytacie*.

Oczywiście o niczym to nie świadczy, bo ani my nie byliśmy faktycznym źródłem (listę gier otrzymaliśmy od Biedronki), ani to coś szczególnie ważnego, o co można byłoby drzeć szaty. Ale pokazuje ciekawe mechanizmy działania redakcji. No i dowodzi, że ktoś wierzy nam w 100%. A może nawet w 110%, skoro bardziej ufa naszej pracy niż swojej. To miłe!

Tej kiełbasy żywieckiej szybko nie odżałuję.

*Oczywiście istnieje jeszcze możliwość, że te serwisy zgapiały od siebie nawzajem albo przeklejały listę z forów, na których pojawiał się spis przeklejony od nas. Ale to tym bardziej nie wystawia dobrego świadectwa autorom. I dlatego warto linkować.

Skomentuj via Facebook