Kiedy doczekamy się polskiego Gamescomu?

środa, Sierpień 15, 2012 , , , , Link 0

Ważniejsze od odpowiedzi na to pytanie jest zastanowienie się, dlaczego właściwie miałby być nam potrzebny. I czemu pod odpowiedzią „nie jest potrzebny ani trochę” podpisaliby się gromadnie polscy wydawcy i dystrybutorzy gier.

Mieliśmy Infosystem i Gambleriadę, w nowej erze również Poznań Game Arena oraz pokraki typu ON/OFF, były wydarzenia ograniczające grupę odbiorców w typie PlayStation Experience i Xbox Fun Day. Co mamy teraz? Absolutnie nic.

Etatowe marudy, które ruszyły wytoczyć działa pt. „Głupia Polska, tu nic nie ma”, są proszone o wskazanie w Europie imprez tego kalibru co Gamescom. We Francji, w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii. Że co, że nie ma? Ale jak to? Takie wielkie rynki, tylu konsumentów i taka siła nabywcza. Owszem, jest kryzys, ale ten żadnych growych targów nie pochłonął. Dlaczego w Londynie nie opłacał się już ECTS, notabene odbywający się pod koniec swego żywota w tej samej hali, w której niedawno przerżnęli z kretesem nasi siatkarze?

Pamiętam smutny finisz ECTS i agonię przedłużaną przez „dobudówkę” w postaci Game Star Live. 16 lat tradycji rozpłynęło się w mroku nicości w 2004 roku, a przecież jeszcze w latach 1992-1996 odbywały się aż dwie edycje rocznie (wiosenna i jesienna). Impreza po prostu przestała się opłacać. Nowości prezentowano na E3 albo CES, sierpniowo-wrześniowy termin ECTS stał się mało dogodny do pokazywania gier, które mają się ukazać dosłownie chwilę później.

Bardzo szybko braki na europejskiej mapie gamingu wypełniło Games Convention w Lipsku, a obecnie tę funkcję pełni Gamescom w Kolonii. W przeciwieństwie do E3 i ECTS, Gamescom jest otwarty dla wszystkich i trudno nie zgodzić się z opinią, że właśnie otwarciu na konsumentów zawdzięcza to, że wciąż może trwać. Kilkadziesiąt euro za wejściówki pomnożone przez ćwierć miliona fanów przynosi konkretny przychód. Wystawcy czują, że na Gamescomie po prostu muszą się pojawić – niemiecki rynek jest chłonny i nie można przegapić takiej okazji na przedstawienie graczom swojej oferty. W przeciwieństwie do E3, gdzie wciąż dominują gry AAA na konsole, Gamescom pełen jest stoisk z grami free-to-play, na smartfony, ale i edukacyjnymi. Grono potencjalnych wystawców jest więc znacznie większe.

Wróćmy jednak na polski rynek. Można odnieść wrażenie, że dystrybutorzy wychodzą z założenia, że polski rynek hardkorowców jest już nasycony i ich gustom nie trzeba schlebiać. PlayStation Experience, Xbox Fun Day? Zbyt niszowe imprezy, skierowane do maniaków, którzy gry kupią tak czy siak. Trzeba dotrzeć do ludzi, którzy z konsolą nie mieli styczności. Najlepiej w miejscach, gdzie syn może pociągnąć ojca za rękaw i powiedzieć: „Tato, kup mi”. Stanowiska w hallu centrów handlowych, standy w marketach z elektroniką, ale i plaża w okresie wakacji. Social media zapewniają teraz komfortowe dotarcie do klientów. Lepiej zapłacić jednej agencji za prowadzenie swojego fanpejdża, niż zatrudniać inną agencję do wyprodukowania drogiego eventu.

Słodkie czasy - Gambleriada w 1997 i stoisko "Play Station" podobno stylizowane na dworzec kolejowy

A co z imprezami większego kalibru, takimi jak relatywnie udane Poznań Game Arena? Przyczyn ich braku jest dużo. Podstawową jest cennik kompleksu targowego, który nijak nie zachęca do zmontowania z tektury własnego stoiska. Niedorzeczne kwoty były ponoć przyczyną skromnej frekwencji wystawców na ON/OFF – efekt był taki, że z dużych rynkowych podmiotów wystawił się tylko CD Projekt (pech chciał, że z paściarskim Chopinem), a całą imprezę można było obejść w 10 minut.

Raczej łatwo odpowiedzieć na pytanie, dlaczego niektórzy wydawcy nie chcieli się promować na Poznań Game Arena, którego sponsorem generalnym był Microsoft.

Zmieniły się i czasy. Gambleriada i Infosystem były w tamtym okresie – ciemnych wiekach z rzadkim dostępem do internetu – jedyną możliwością obcowania z wielkim światem i podobnymi sobie zapaleńcami. Czym dziś miałyby zachęcić polskie targi? Demami, które można ściągnąć w kilka minut w domu? Zdobycie przez dystrybutora grywalnego kodu gry, który można pokazać publicznie, to zawsze bardzo karkołomna sprawa.

Nie mamy rynku na duże targi, a nie ma po co robić małych? Powtórka z ON/OFF? Nie, dziękuję. Poznań Game Arena pełne gier, ale i figurek, szachów i paintballa? Nie zależy mi w ogóle. Do Kolonii jest wystarczająco blisko, by ruszyć na wyprawę w miejsce, gdzie dystrybutorzy i wydawcy po prostu muszą się pokazać.

Nie znaczy to, że rozwój polskiego dewelopingu odbywa się wyłącznie we wnętrzach biurowców i bez promocji na zewnątrz. Coraz liczniejsze polskie studia chętnie dzielą się doświadczeniami i wiedzą na takich imprezach, jak Game Industry Trends, Krajowa Konferencja Wytwarzania Gier Komputerowych czy panele na Międzynarodowym Festiwalu Komiksów i Gier. I jeśli miałbym wybierać, zdecydowanie wolę tę drogę, niż miałki evencik z Music Master Chopin i rzucaniem koszulek w tłum.

email

Skomentuj via Facebook