Eurogamer.pl startuje w listopadzie. „Skupimy się na materiałach interesujących polskich graczy”

sobota, Wrzesień 29, 2012 , , Link 0

Szykuje się trochę przeciągu w lekko zaśniedziałym światku serwisów o grach. W Polsce pojawi się Eurogamer.pl, dołączając do grona 11 lokalnych odnóg w całej Europie. Robić w portki?

Znana, renomowana marka dorabia się dopisku .pl i pojawia się nad Wisłą – tego jeszcze u nas nie grali. Mamy mocne, własne marki, działające przy dużych portalach lub we współpracy z inwestorem, ale jeszcze nigdy nie mieliśmy serwisu na licencji. To, co od lat dzieje się na rynku dystrybucyjnym (pojawienie się polskich oddziałów Electronic Arts i Ubisoftu oznaczało dla niego nowe rozdanie), w pewnej mniejszej formie poruszy teraz rynkiem medialnym.

Nigdy nie byłem fanem Eurogamera, bo w grach liczy się show, który dostarczają Amerykanie. Eurogamer.net jest po brytyjsku flegmatyczny i archaiczny w sposobie pokazywania treści. Owszem, jest wiarygodny i dostarcza newsy przed innymi, ale przy takich zaletach może zaskakiwać jego zasięg. W listopadzie 2011 miał raptem 5,78 mln unikalnych użytkowników przy 42,5 milionach odsłon. Jak na serwis o globalnym zasięgu to raczej skromny wynik. IGN już 6 lat wcześniej miał cztery razy tyle użytkowników, choć może faktycznie porównywanie serwisów z UK i US jest nie fair dla tych pierwszych.

Brak wspomnianego show widać najlepiej po wątłej sekcji z materiałami wideo. Produkują bardzo mało własnych filmów – we wrześniu raptem… jeden. A przecież ledwo co zakończyła się tam ich własna impreza, Eurogamer Expo. Na dodatek wideo wrzucają na swój kanał YouTube’owy. Serwisy o grach zwykle nie mają szczęścia do własnych kanałów na YT, ale Eurogamer jest nawet poniżej granicy żenady – ma niespełna 2870 subskrybentów. Pozostałe edycje, czeska czy hiszpańska, dostarczają zdecydowanie więcej ruchomych obrazków.

Mimo wszystko utarło się, że Eurogamer jest marką. I to marką, która może otwierać drzwi. Możliwe, że to nie będzie kolejny serwis tworzony przez grupę zapaleńców, którym na pisanie za darmo starcza sił na rok, a potem odpuszczają, ginąc w mrokach dziejów.

Jako że polskie media temat powstania polskiej wersji Eurogamera raczej przemilczą (co nie przeszkodzi im cytować informacji z brytyjskiego serwisu-matki), postanowiłem uderzyć się w pierś na zapas i porozmawiać z szefem projektu.

Zbigniew Jankowski jest dyrektorem zarządzającym Eurogamerem Polska. Pisał do zinów, prowadził serwis Załoga G, miał epizod z Secret Service, działał przy internetowym projekcie Cenegi. Teraz bierze się za bary z pierwszą licencją w polskich serwisach o grach.

—–

Czy na Eurogamer.pl można spodziewać się tłumaczonych treści z serwisu-matki? Jeśli tak, to jaki % contentu będą stanowiły tłumaczenia? I czy będzie im dedykowana specjalna osoba (anglista)?

Zasadniczą część serwisu będą stanowiły nasze autorskie treści. Eurogamer.pl, będąc częścią Eurogamer Network (do sieci należą nie tylko edycje w Europie, ale również serwisy VG247.com, GamesIndustry.biz czy Rock, Paper, Shotgun), będzie posiadał dostęp do ogromnego zasobu treści, wideo i materiałów, które powstają w Anglii, USA, Niemczech, Czechach, Portugalii czy wkrótce w Brazylii. Tłumaczenie to w rzeczywistości jedynie wycinek tego, co chcemy w ramach tych możliwości zaoferować miłośnikom gier w Polsce. Jeśli jednak będziemy podejmować się tłumaczeń wybranych, autorskich tekstów, wykonamy je możliwie profesjonalnie – autor i osoba tłumacząca będą odpowiednio zaznaczeni.

Na czym skupiacie się przede wszystkim? Czy uwzględnicie polską specyfikę i więcej miejsca poświęcicie PC, a mniej Wii U, czy będziecie trzymać się proporcji serwisu-matki?

Eurogamer.pl jest tworzony z myślą o graczach w Polsce. Merytorycznie serwis będzie więc koncentrował się na treściach i materiałach, które interesują nas – polskich graczy. To naturalne, że wiele uwagi poświęcimy platformie PC. Wspólnie z komputerami, dwie najpopularniejsze konsole w Polsce – Xbox 360 i PlayStation 3 –  pozostaną w kręgu największego zainteresowania redakcji. Niemniej chcemy patrzeć na gry wideo także w szerszym kontekście: produkcji niezależnych czy gier mobilnych.

Jakie plany i cel na pierwsze pół roku działalności?

Stracić jeszcze z pięć kilkogramów na wadze i kupić żonie coś ze złota na gwiazdkę 🙂

—–

Już koniec? Tylko tyle? Pytań było znacznie więcej, niestety pozostały bez odpowiedzi – z różnych względów Zbyszek nie mógł na nie odpowiedzieć. A pytałem o liczbę osób w redakcji, siedzibę i biuro, działy PR i marketingu, sprawy techniczne i prawne.

Szczególnie ciekawa jest kwestia licencji. Jest bowiem pewna różnica między „Eurogamer otwiera biuro w Polsce” a „ktoś z Polski kupił licencję od Eurogamera na tworzenie w Polsce Eurogamer.pl”. Wygląda na to, że prawda leży pośrodku – Zbigniew Jankowski o tę licencję się starał, ale jednocześnie Eurogamer nie potraktował sprawy na zasadzie „zapłaćcie i jest wasza”, a dostarczył potrzebny know-how i wsparcie w obrębie Eurogamer Network.

Polskiemu Eurogamerowi czytelnicy będą patrzyli na ręce i tępili każdą literówkę i błąd z nawet większą pasją, niż robią to w komentarzach na innych serwisach. Coś za coś – profitem jest rozpoznawalność marki i dogodna pozycja do rozmów z polskimi dystrybutorami i wydawcami.

Oczywiście łatwo nie będzie, bo wbrew powszechnej opinii pieniądz na ulicy nie leży. Boleśnie się o tym przekonują kolejni zapaleńcy tworzący własne serwisy, ale i już dojrzałe marki, jak Gamecorner czy Valhalla. Rynek gier rozwija się w olbrzymim tempie, polskie gry odnoszą sukcesy, a studia częściej zatrudniają niż zwalniają, ale w mediach sprawa wygląda inaczej. To wciąż kwestia rozkroku, gdy print przestaje przynosić dochody, a online wciąż przynosi niewielkie. U nas marki zarabiające na siebie można na razie policzyć na palach jednej dłoni. No, może 1,5 dłoni.

Ze startu E.pl bardzo się cieszę, bo z globalnymi markami nasz rynek medialny nie miał do czynienia (poza wykupieniem domeny Kotaku.pl przez Niezgranych, ale to raczej materiał na dykteryjkę). Po kryzysowym 2012 roku, 2013 zapowiada się znacznie weselej. Kto wie, może nawet dostarczy odpowiedzi na pytanie, co oznacza dla Gamezilli i polskich serwisów o grach kupienie Onetu przez Ringier Axel Springer!

Skomentuj via Facebook