EA boi się ocen Medal of Honor: Warfighter?

Dziś amerykańska premiera Medal of Honor: Warfighter, a recenzji w tamtejszych mediach szukać ze świecą. Egzemplarze recenzenckie do redakcji zostały wysłane… dzisiaj, co jest niespotykaną i niepokojącą praktyką.

O tym, że pudełka wylądowały u redaktorów dopiero dzisiaj, informują najwięksi – IGN, Gamespot, Gametrailers. Strata serwisów jest oczywista. Strata czytelników – jeszcze większa. Gamespot ratował się graniem live, IGN zamieściło jeden krótki materiał wideo – w obu tłumaczą, dlaczego recenzji wciąż nie mają. I jeszcze przed jakiś czas mieć nie będą.

Narzekają zresztą wszyscy.

Powtórzmy to jeszcze raz – duża gra od EA, dzień premiery, brak w sieci choćby jednej recenzji. Tak, to naprawdę się dzieje.

Według zwyczajowej praktyki embargo na recenzje online wyznaczone jest w dzień premiery lub dzień przed nią. Gdy wydawca jest pewny swego, ma jaja i nie boi się złej prasy, ustala termin odpowiednio wcześniej (przykładowo recenzja Forza Horizon ukazała się na Gamezilli tydzień temu, mimo że ścigałka pojawi się w sklepach dopiero 26.10). Gra ląduje w redakcjach odpowiednio wcześniej, by autor zdążył ją ograć i postawić werdykt wynikający z odpowiedniego długiego czasu obcowania. W tym przypadku sytuacja jest absurdalna – embargo nie ma, bo i po co, skoro recenzje zostaną opublikowane już po premierze.

Brak embargo uderzył w media jak GROM z jasnego nieba

To rzadka praktyka, dotąd spotykana u wielkich – Blizzarda czy Rockstara. Obie firmy mają u graczy specjalne względy i jeśli Starcrafta II czy GTA IV redakcje otrzymują stosunkowo późno, to raczej nie dlatego, że wydawca boi się oceny. Ot, taki kaprys.

W tym przypadku sytuacja wygląda inaczej. Beta MoH-a furory nie zrobiła. Teraz EA samo potwierdziło, że w sklepach ląduje produkt niedokończony – premierowy patch poprawia ponad 100 błędów, w tym tak niedopuszczalne jak nieresponsywne w pewnych okolicznościach sterowanie czy wprowadzające w błąd komunikaty o tym, że pad nie jest podpięty. Miejmy na względzie, że wciąż wiele osób (tym bardziej w Polsce) gra całkowicie offline – ich może nie zmartwią błędy w multiplayerze, ale inne już tak.

Aktualnie jesteśmy w najbardziej newralgicznym momencie kalendarza wydawniczego – MoH ma przewagę kilku dni nad premierami potęg pokroju Halo 4, Assassin’s Creed III czy Call of Duty: Black Ops 2 (które – niespodzianka! – już wysłano mediom). Gdyby MoH-a załatano, oznaczałoby to sporą obsuwę. W czasach kryzysu portfele nie są z gumy, więc każde opóźnienie negatywnych werdyktów jest na wagę może nie złota, ale wielu tysięcy sprzedanych egzemplarzy na pewno.

Działo wytoczone przez EA ma więc duży kaliber – lepiej nie wysłać gry do mediów i pozwolić na niepewny zakup setkom tysięcy klientów skuszonych bardzo zgrabną kampanią reklamową, niż potraktować je w normalny sposób i udostępnić grę do recenzji na normalnych warunkach. Dodam, że EA zwykło wzorowo współpracować z mediami na wielu płaszczyznach, również jeśli chodzi o wczesne wysyłanie gier do werdyktu. MoH: Warfighter to odstępstwo od normy – co niestety niepokoi tym bardziej.

W Europie (a więc i w Polsce) gra ukazuje się w czwartek. Gra nie była jeszcze masowo rozsyłana po rodzimych redakcjach, mimo że od wczoraj można ją kupić w Empikach.

Nie żeby to była jakaś rzadka sytuacja. Zdarzyło się nie raz, że recenzja jakiejś gry np. na Gamezilli zaskakiwała przede wszystkim wydawcę, bo publikacja pojawiała się przed wysyłką wersji recenzenckiej. Trzeba sobie radzić, bo w tym temacie polski rynek ma jeszcze wiele do zrobienia. Swego czasu pewien dystrybutor co rusz dopytywał, dlaczego tak mało piszemy o rzeczach związanych z jego szumnie reklamowanym zbliżającym się tytułem, by w okolicy premiery rozbrajająco oświadczyć, że nie wyśle gry do recenzji, bo ma świadomość że jest słaba. Lud już przekonany reklamami, po co mu mącić w głowach oceną…

„Na papierze” Warfighter wygląda świetnie, polski oddział EA spisał się na medal (nomen omen) promując udział GROM-u i organizując fajny event militarny. Ale jak już się obedrze mandarynkę ze skórki, to ma być słodka i najlepiej bez pestek, prawda? Decyzja globalnego wydawcy wyrządzi więcej szkody niż pożytku, bo ograniczanie roli mediów w taki sposób na pewno nie przyczyni się do tego, że spojrzą na Warfightera z przychylnością.

Recenzje zapewne zaczną sypać się od jutra. Mam dziwne obawy, że średnia ocen nie zadowoli twórców.

email

Skomentuj via Facebook