Człowiek, który sprzedał świat. I pomógł sprzedać trochę gier

David Bowie nie żyje. W internecie zaroiło się od wspomnień o nim. W większości z nich, mimo podkreślania, jak bardzo totalny był to artysta, przywołuje się tylko jego muzykę i filmy. Niewiele mówi się o grach, a przecież miał duży wpływ na dwóch uznanych i szanowanych twórców gier, którzy jako jedni z niewielu potrafią robić gry autorskie pozostające w nurcie AAA. To dziś rzadkość.

– Nie miał żadnych wątpliwości. Opowiedziałem mu, o czym będzie gra, a on powiedział, że weźmie w tym udział. I miał uroczą żonę – opowiadał mi David Cage w pewnej francuskiej restauracji po pokazie Beyond: Dwie dusze. Ich wspólne dokonanie ukazało się na rynku w 1999 roku. Grafika 3D dopiero niedawno porzuciła sprite’y na rzecz wielokątów. Znani aktorzy pojawiali się dotąd w grach albo za sprawą swojego głosu, albo pokazywali twarze w filmowych przerywnikach. David Bowie był jednym z pierwszych wielkich, który znalazł się w grze jako trójwymiarowy, zamieniony w polygony odpowiednik.

W Omikron: The Nomad Souls w 1999 roku zrobił nawet więcej, niż pierwotnie zakładano. Miał wkład w historię, design, a zamiast jednej roli zagrał dwie – drugą był lider kapeli zwanej The Dreamers.

David Cage rozpoczynał Omikronem swoją wielką przygodę z grami. Ze swoim wielkim komputerem jeździł do Londynu szukając wydawcy i w końcu zainteresował szefów Eidosu. Trudno powiedzieć, by stał się dla gier kimś takim jak Bowie, ale nie można mu odmówić charakterystycznego stylu. Poznać autora po jego grze – o ilu twórcach możemy tak powiedzieć?

Omikron jest jedną z produkcji ciążących mi na sumieniu – do skończenia w tym życiu, jeśli go starczy. Czeka na GOG-owym koncie. Nie dla Bowiego, raczej dla samej gry. Nigdy nie interesowałem się za bardzo dokonaniami brytyjskiego muzyka, ale jakoś tak się składało, że to one mnie i wielu innych regularnie znajdowały. Pierwszy raz w 2003 roku za sprawą muzycznego hitu, Amplitude.

A potem w DJ Hero w mashupie z 50 Centem.

A później okazało się, że jeszcze jeden twórca gier nie może wyjść spod jego wpływu, a ja zupełnym przypadkiem wciąż pozostaję pod urokiem tego twórcy.

Jakiś czas po premierze Metal Gear Solid 3: Snake Eater pisałem tekst do PSX Extreme na temat nawiązań i kontekstu kulturowego gry. Dowiedziałem się, że Major Tom to nie tylko pseudonim dowódcy naszego bohatera, ale i postać z piosenek Davida Bowiego, a zwrot „Can you hear me, Major Tom?” nie wziął się z niczego, lecz ze „Space Oddity”. Zresztą ten utwór wraz z „Ashes to Ashes” planowano na finał tej odsłony. Ostatecznie ustąpiły miejsca „Starsailorowi”. Pasowałyby – opowieść o kobiecie, która wróciła z wyprawy w Kosmos, poruszyła nie tylko fanów serii. Nie wiedzieli jeszcze, że za kilka lat Major Tom będzie trochę jak sam Bowie – wróci w nowym, niespodziewanym wcieleniu.

W Metal Gear Solid V: The Phantom Pain słynną piosenkę Bowiego już do gry wrzucono, między innymi w finałowej scenie, choć w wykonaniu Midge Ure. Chodzi oczywiście o „The Man Who Sold the World”, które już wcześniej przewijało się w zwiastunach (i którego zdążyłem odsłuchać bez mała z kilkaset razy, analizując jego treść w odniesieniu do spodziewanych wydarzeń w grze). A ukłonów w kierunku Brytyjczyka jest więcej, wszak organizacja, której przewodzi Snake, nosi nazwę Diamond Dogs – czyli tak jak album Bowiego z 1984 roku. W tym samym roku rozgrywa się gra (EDIT: a jednak z 1974 – dzięki, Szymon.).

W sieci hula nawet grafika sugerująca, że absolutnie każda postać z serii Metal Gear Solid to David Bowie.

Nowy album Bowiego ukazał się 2 dni temu. Odsłuchałem go w niedzielę po tym, jak zarekomendował go na Twitterze Hideo Kojima.

Wracam do wcześniejszych płyt. Mam sporo do nadrobienia.

Skomentuj via Facebook