Charlie Hebdo symbolem wolności słowa? Dobre sobie

sobota, Styczeń 10, 2015 No tags Link 2

W redakcji Charlie Hebdo wydarzyła się rzecz straszna. Terroryści zabili ludzi. W takich sytuacjach ci żyjący mają tendencje do dopatrywania się symboli i odkrywania sensu wydarzeń, na które nigdy indziej by nie wpadli.

W tym przypadku uznali zabitych za ofiary w walce o wolność słowa.

– Charlie Hebdo było wyznacznikiem granicy wolności słowa i ekspresji artystycznej we Francji mówi Piotr Gadzinowski.

– Siódmego stycznia 2015 roku cena wolności słowa na światowych rynkach poszybowała pod niebo. To waluta wymienialna. Na życie rysowników i redaktorów „Charlie Hebdo”. Wywołanych z nazwiska.twierdzi Leszek Jażdżewski.

– Tym jednym atakiem zaatakowano nie tylko jedną redakcję, ale wolność słowa i cały kraj francuski dziennikarz.

– To posunięcie wymierzone w wolność słowa – prezydent Francji Francoise Holland.

Padają jeszcze innę sformułowania. „Zaatakowano świątynię wolności słowa”. „Publikujemy rysunki satyryczne Charlie Hebdo z szacunku dla zamordowanych, którzy bronili wolności słowa”. „Rysownicy Charlie Hebdo zginęli za wolność słowa”.

Nigdy nie miałem w rękach Charlie Hebdo. Sądząc po światłości powyższych cytatów, ich autorzy również niekoniecznie. Pismo znam co najwyżej z medialnych doniesień. A medialne doniesienia pojawiały się wtedy, gdy kogoś obrazili albo zachodzili za skórę. Na przykład muzułmanom albo Polakom, gdy śmiali się z polskiego hydraulika (polska wrażliwość na swoim punkcie to temat na osobny tekst). Gdy nabijali się z chrześcijaństwa, np. pokazując miłosny trójkąt z Bogiem, Jezusem i duchem świętym w rolach głównych, polskie media raczej nie zawracały sobie tym głowy. Zresztą katolicy znoszą takie rzeczy lepiej od muzułmanów, bo luźniej interpretują swoją świętą księgę. No i w Europie trudniej o kamizelkę z C4, a w krajach arabskich jest pewnie do kupienia w każdej tamtejszej Żabce.

Publikowane teraz przez różne media obrazki z Charlie Hebdo kojarzą mi się z satyrą niskich lotów. Nie powstydziłby się ich Urban w „Nie”, pasowałyby też do „Faktów i mitów”. Czy o tych dwóch periodykach ktoś powie, że stoją na straży wolności słowa? No, chyba że w tym celu trzeba zginąć.

A propos:

Ta, to mniej więcej ten sam poziom humoru.

Przyjmijmy jednak, że Charlie Hebdo jest tej wolności słowa symbolem. Spójrzmy zatem, jak realizuje ją w praktyce.

W 2008 roku w jednym z numerów ukazuje się karykatura Jeana Sarkozy’ego, syna ówczesnego prezydenta Francji. Jest razem z Jessiką Sebaoun-Darty, dziedziczką rodzinnej fortuny. Pod spodem komentarz: „Jean Sarkozy zadeklarował, że chce przejść na judaizm, by móc poślubić swoją żydowską narzeczoną, która kiedyś odziedziczy fortunę. Ten mały zrobi karierę!”.

Autor karykatury nazywa się Bob Sine. A właściwie Maurice Sinet, bo Sine to jego pseudonim. Swoją kolummnę w Charlie Hebdo tworzy od 20 lat.

Proszę, proszę, jaka wolność słowa. Pojazd po bogatych, tych przy władzy i jeszcze Żydach.

Not.

Sine wyleciał za to z Charlie Hebdo. Międzynarodowa Liga przeciwko Rasizmowi i Antysemityzmowi złożyła przeciwko niemu pozew sądowy za rzekome podżeganie do nienawiści na tle rasowym. Otwarcie nazywano go antysemitą. Przez telefon słyszał groźby. Prawicowa paramilitarna organizacja Żydowska Liga Obrony groziła mu śmiercią. 20 polityków i intelektualistów, w tym nobliści i mer Paryża, podpisali list otwarty z poparciem dla redaktora Charlie Hebdo Phillipe’a Vala dla jego decyzji o wyrzucenie Sine’a z pracy. Tego samego Vala, który ów rysunek dopuścił do druku? Dziwne redaktorskie zwyczaje mają w tej Francji. Sam Val kazał Sine przeprosić.

Sine zapowiedział, że nie przeprosi. Prędzej obetnie sobie jaja.

Taka właśnie wolność słowa panuje we Francji. Taka wolność słowa panuje w Charlie Hebdo.

Rysownikowi rację przyznał sąd – Charlie Hebdo musiało mu wypłacić 40 tysięcy euro za nieuprawnione zwolnienie z pracy. Nieźle, bo nieco wcześniej kazał Brigitte Bardot zapłacić 15 tysięcy euro za słowa o tym, że muzułmanie niszczą kraj. Jak widać po muzułmanach nie mogą jechać wszyscy.

Jedynym polskim serwisem, który napisał o sprawie, była Rzeczpospolita. O karykaturach Mahometa kilka lat wcześniej pisali wszyscy.

Wolność słowa? Jak najbardziej, dopóki nie śmieją się z nas.

PS Niestety, nie mogę nigdzie znaleźć obrazka o którym mowa. Niewykluczone, że w imię WŚ został uwolniony z zasobów Google’a.

Skomentuj via Facebook