AntyWeb odkrywa magiczny świat gier

Gdy za pisanie i mówienie o grach biorą się media niespecjalistycznie, to zazwyczaj jest i śmiesznie, i strasznie. Do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, choć i tak jest lepiej niż kiedyś.

Coraz częściej o grach piszą też serwisy technologiczne i choć mogłoby się wydawać, że przynajmniej one zachowają staranność, to regularnie dostarczają lolcontentu. Raz i drugi pośmialiśmy się dzięki Spider’s Web, teraz w ślady konkurencji idzie AntyWeb.

Początkowo chciałem poprzestać na podśmiechujkach na Facebooku, jednak po przemyśleniu sprawy uznałem, że warto jednak na chwilę się przy pewnym tekście zatrzymać. Za dużo w nim niesprawiedliwych ocen, wypaczonych wniosków i strzelania na ślepo, by przejść do porządku dziennego nad wnioskowaniem szefa sajtu próbującego uchodzić za opiniotwórczy.

Jakby w Forzę grały same dzieciaki...

Chodzi o recenzję Forzy Horizon napisaną przez Grzegorza Marczaka. Sam werdykt (czy właściwie „weredyk”) odnośnie zostawię bez komentarza, bo już dostatecznie jego miałkość obnażyli w komentarzach redaktorzy różnych serwisów growych. Poza tym nie przeszkadza mi luźna forma spostrzeżeń na tematy, o których nie ma się większego pojęcia i wypatruję recenzji filmów, które autor obejrzał do połowy. Dla smaku dwa luźne cytaty mające szansę na wiele sławy w branżowych pogaduchach:

W wyścigi grywam, co nie znaczy, że jestem zaawansowanym graczem. Gram, bo lubię – a nie dlatego, że grać muszę :).

Ścigamy się naprawdę szeroką gamą samochodów. Niektóre wyścigi wręcz zmuszają nas do nabycia nowszych typów samochodów. To właściwie dobre rozwiązanie, bo powoduje, że musimy próbować coraz to innych samochodów.

No dobrze, a co jest niepokojące? Ten fragment:

Przygotowując ten tekst zajrzałem do kliku recenzji napisanych przez zawodowych graczy w serwisach dla graczy (chciałem sprawdzić, czy mam podobne wrażenia z gry) natrafiłem nie tylko na recenzję Forza, ale też na recenzje połączone z reklamą. Dziwnie to wygląda, szczególnie kiedy tekst recenzji przedzielony jest reklamą recenzowanego produktu.

Żaden z redaktorów nie zająknął się nawet na ten temat – czy to jest taka praktyka w serwisach o grach? Nie twierdzę, że fakt sponsoringu ma wpływ na recenzje – niektóre z nich są bardzo rzeczowe i dokładne. Zaskakują mnie tylko czasem oceny, na przykład w Gry Online pisze się o rozczarowaniu i daje się ocenę 7 (co ciekawe czytelni cą oburzeni tak niską oceną -jaja normalnie). To ja się pytam, w jakiej to jest skali? Do 20? Inaczej ocena 7 brzmi bardzo dobrze, bo domyślnie zakładamy, że maksimum to 10 punktów.

Pal licho sprawę oceny. Temat skali ocen poruszę kiedyś na Open Becie. Akurat w tym przypadku sprawę łatwo wyjaśnić – jeśli dotychczasowe odsłony serii zbierały „dziewiątki”, to tak, ocena 7/10 dla nowej części serii to bardzo niska ocena. Ot, logika i kwestia oczekiwań.

Skupmy się na wcześniejszym fragmencie, bo tak absurdalnej, wypiętej na rzeczywistość myśli dawno nie czytałem. Dla Grzegorza szokiem poznawczym okazał się fakt, że na stronie o grach, gdzieś przy recenzji gry, znajduje się reklama gry.

„Żaden z redaktorów nie zająknął się nawet na ten temat” – mało tego, oni nie zająkują się od czasu istnienia reklam! Siłą rzeczy obejrzałem się przez ramię z lęku przed masonami czy inną frakcją kontrolującą świat.

By ograniczyć Grzegorzowi dalszych rozczarowań światem mediów, zaspoiluję, że w pismach literackich znajdują się reklamy książek. W magazynach o filmach reklamuje się filmy – mało tego, na serwisach filmowych ku własnemu zdumieniu również je znalazłem. W magazynach dla pań reklamuje się kosmetyki, panowie czytają o samochodach kartkując reklamy aut. W miesięczniku „Mój pies” znajdziemy ogłoszenia – o zgrozo! – schronisk, a w „Twoim kwietniku” producenci przerzucają się sloganami o najlepszych nasionach.

I nikt z nich się nie zająkuje.

Ta subtelna insynuacja autora, natychmiast na wszelki wypadek osłabiona („Nie twierdzę, że fakt sponsoringu ma wpływ na recenzje, ale…”) poddaje w wątpliwość oceny gier w mediach growych ich rzetelność. Nie wiem, dlaczego Grzegorz ot tak mimochodem rzucił sobie w tekście czymś takim, ale pewnie nie zajęłoby mu wiele czasu zapytanie o sprawę któregoś ze znajomych piszących o grach.

Może to wynika również z niezbyt pochlebnej opinii Grzegorza na temat sajtów o grach. O największym z nich, Gry-Online, opinię wyraża w komentarzach:

mam limity na cierpliwość więc tak na poważnie nie podobała mi się gra, na poważnie grałem 7h i na poważnie że gra jest nudna. I teraz albo rozmawiamy na argumenty albo zapraszam na gry-online czy inne medium gdzie zajebiście oceniają gry zawsze tak samo.

Nie będę się tu wcielał ani w adwokata GoL-a, ani w interpretatora słów „oceniają gry zawsze tak samo”. Raczej nie chodziło o „zawsze rzetelnie”. W każdym razie jeśli AntyWeb zamierza nadal opisywać gry, to pewnie też wkrótce doczeka się łatki „oceniają gry zawsze tak samo” – w domyśle do bani.

Wniosek w takich sytuacjach zawsze jest jeden – jeśli AntyWeb pisze takie bzdury o rzeczach, na których się znamy, to może podobne dyletanctwo pokazuje w kwestiach, w których nie mamy takiej wiedzy? Lubię AntyWeb i wolałbym lubić dalej.

Dalszych wniosków nie ma, są za to dwa teasery przyszłości. W tekście czytamy:

Otóż dostałem się na listę dziennikarzy, którzy dostają od dystrybutorów gry do recenzji.

A w komentarzach:

Jeśli chodzi o Hallo 4 które pewnie niedługo skończę – też mam mieszane odczucia. Tylko tym razem nikt mi nie będzie mógł zarzucić, że za krótko grałem :)

Padnij!

email

Skomentuj via Facebook