8 problemów Secret Service. I 5 palących pytań

czwartek, Grudzień 11, 2014 , , Link 1

Teraz wstyd przyznać, ale wierzyłem w powrót Secret Service. Zapłaciłem z góry za 6 numerów. Jak ktoś mnie pytał, jak to wyjdzie, mówiłem, że pierwszy numer będzie stał na wysokim poziomie. Gdy ktoś przywoływał przykład brudów sprzed lat, miałem nadzieję, że kilkanaście lat potrafi zmienić mentalność. Nawet jeśli zapalałem pomarańczowe światło. Życzyłem Robertowi Łapińskiemu powodzenia i miałem nadzieję, że nie da się przekręcić przez osoby, z którymi współpracuje, mimo że miały całkiem niezłą historię w tym zakresie.

Nie miałem racji w żadnym punkcie. Rację mieli ci, którzy przypominali długi ProScriptu, mówili o powrocie w kontekście dawnych przekrętów i twierdzili wprost, że nie ma szans na więcej niż trzy numery. Teraz ten trzeci nawet się nie ukaże.

Nie ma już co owijać w bawełnę – największa akcja w historii polskiego crowdfundingu to jednocześnie największy skandal. Nie jestem zainteresowany tym, by za swoje pieniądze dostać kolejne numery magazynu Pixel, „duchowego spadkobiercy” (ależ żenująco to brzmi) SS – nie za to płaciłem. Jeśli kiedyś powierzę pieniądze tej inicjatywie, to sam, w kiosku. Nie chcę, by moimi pieniędzmi dysponowali ludzie, którzy nie potrafili się nimi rozsądnie zaopiekować. Teraz chcę zwrotu i czekam na informacje o możliwości jego uzyskania.

Wczorajszy dzień to jednak tylko wisienka na torcie malowniczo rozmazanym po podłodze. Problemów Secret Service było znacznie więcej.

1. Kłamstwo w sprawie praw

„Sprawy formalno-prawne zostały zapięte na ostatni guzik, by już nigdy się nie powtórzyły stare problemy”

Tak pisano w opisie akcji na PolakPotrafi. „Stare problemy” to oczywiście zmiana nazwy z Secret Service na New S Service, która musiała się dokonać w wyniku konfliktu ówczesnych wydawców, Waldemara Nowaka i Marcina Przasnyskiego.

Jak mogło to wyglądać teraz? Zdecydowało polskie „jakoś to będzie” i zostawienie formalności na później? Liczono na dżentelmeńskie zachowanie Waldemara Nowaka? Podpisano wstępną umowę, a po sukcesie zbiórki społecznościowej Nowak zażyczył sobie za licencję więcej pieniędzy, niż chciał zapłacić Łapiński? Pytania są otwarte, a odpowiedzi mocno pożądane, bo za tę markę nie płacił ani Robert, ani Piotr Mańkowski, tylko wszyscy wspierający.

2. Ściemy w sprawie wydatków

Lista wydatków związanych z prowadzeniem redakcji nie ma górnej granicy. Możemy obiecać, że pozyskane pieniądze w zbiórce pójdą na produkcję i rozwój. Stałego finansowania wymagają:
– koszty pracownicze – autorzy, redaktorzy, dział reklamy, pozostali pracownicy biurowi
– biuro
– dodatkowy sprzęt komputerowy, konsole, telewizory, tablety, sprzęt foto-wideo, oświetlenie
– opłaty za chmurę i narzędzia w niej działające
– DTP
– podróże służbowe
– prawnicy
– oprogramowanie i licencje
– koszty druku
– koszty magazynowe
– kilkadziesiąt innych drobiazgów

DTP? Robiony z doskoku przez tego, kto aktualnie miał czas. Prawnicy? Taa, jak widać w obecnej sytuacji.

3. Brak dialogu z czytelnikami

I na oficjalnej grupie Secret Service (która już została skasowana, a ponad 20 tys. fanów poszło w niebyt), i na ukrytej grupie Secret Action, komunikacja była w zasadzie jednostronna – redakcja odpowiadała wtedy, kiedy chciała odpowiedzieć. Żaden trudny temat nie był dyskutowany, raczej unikany. A kto za bardzo fikał (czytał: grzecznie krytykował), dostawał bana. Na grupie, która – przypomnijmy – była jedną z nagród za sfinansowanie powrotu Secret Service.

Niestety, chęć do banowania wróciła na fanpage’u nowego magazynu. Kto ma inne zdanie – wyjazd.

4. Katastrofalny sposób wysyłki pierwszego numeru

Wbrew zapewnieniom redakcji, że wszystkie egzemplarze pierwszego numeru Secret Service zostały wysłane pierwszego dnia, niektórzy swojego egzemplarza nie otrzymali do dziś. Zamieszanie było na tyle duże, że doniesienia o braku numeru zaczęto z grupy po prostu kasować.

5. Cele z kosmosu

Secret tak szybko zebrał pieniądze, że kolejne cele trzeba było wymyślić na poczekaniu. Spotkanie na targach PGA po osiągnięciu 232.500? Tak, jeśli przez spotkanie rozumiemy pojawienie się na kilka godzin dwóch osób zamiast większej części redakcji, którą z taką pompą objawiano światu. Wypasione forum po 260.400? To, co licealista po informatyce zrobiłby w jeden dzień, ekipie SS nie udało się przez kilka miesięcy.

6. Buta i obrażanie się na świat

Gość, który poinformował o tym, że SS będzie fundowany społecznościowo, wykorzystując banalną lukę w stronie internetowej, został wyzwany od najgorszych. Kto śmiał napisać o tej pierwszej wpadce SS, stawał się osobistym wrogiem Piotra Mańkowskiego. SS miał oferować to, czego nie ma w sieci. Wyższość względem internetu była widoczna gołym okiem. Kto śmiał skrytykować – był hejterem. Kto nie z nami, ten przeciw nam. Mentalność z czasów SS, czyli skłócanie ze sobą wszystkich dookoła, wróciła z pełną parą. I koniec końców, zupełnie jak kilkanaście lat temu, zeżarła samo pismo.

7. Brak bieżącej informacji

Tak jak spółki giełdowe w pierwszej kolejności informują o wydarzeniach swoich akcjonariuszy, tak Secret Service o wszystkim powinien informować tych, którzy go wsparli. Witryna internetowa magazynu Pixel została zarejestrowana jeszcze w październiku, na kilka dni przed tym, jak Waldemar Nowak ogłosił odejście z projektu (co zresztą wydawcę zaskoczyło) – czyli już wtedy było ryzyko, że SS się skończy i trzeba szykować plan B. Szkoda, że czytelnicy dowiedzieli się o tym dopiero 2 miesiące później.

8. Brak podstawowej informacji – co z pieniędzmi?

SS zebrał 284110 złotych. Wiadomo tylko, że 8% trafiło do PolakPotrafi. Co stało się z resztą? Na co została wydana? Ile pieniędzy otrzymał Waldemar Nowak? To podstawowe informacje, które nie tylko się wspierającym należą (polecam ten blog, człowiek nie jest ludziom nic winny, a informuje o rozparcelowaniu każdej złotówki), ale i pozwolą ewentualnie zaufać po raz wtóry – w końcu każdy robi z pieniędzmi to, co uważa za słuszne.

Drogie „eks-SS, soon Pixel”, a właściwie organizatorzy zbiórki, jesteście ludziom winni wyjaśnienia. Nie, nie obliguje Was do tego prawo. Powinna za to obligować uczciwość i chęć wyjaśnienia sprawy osobom, które ten projekt powołały do życia, a teraz czują się wystawione do wiatru. Powinna też obligować niechęć do straszenia ludzi finansowaniem społecznościowym, bo niestety – na crowdfunding w Polsce często patrzy się przez pryzmat Secret Service, a to teraz pryzmat ubabrany w oborniku.

Dlatego zachęcam do udzielenia odpowiedzi na kilka pytań:

1. Czy zwrócicie pieniądze ludziom, którzy zapłacili za więcej niż 2 numery? Z własnej woli, zanim ruszy machina UOKiK-owa, a kto wie, może i prawnicza – bo wtedy dopiero może się zrobić nieprzyjemnie.
2. Dlaczego informowaliście o „załatwieniu spraw”, skoro najwyraźniej prawa do znaku towarowego mieliście ledwie na 2 numery?
3. Ile pieniędzy ze zbiórki już wydano i na co? Ile z nich trafiło do Waldemara Nowaka?
4. Jaka była umowa z Waldemarem Nowakiem? Co obejmowała? Czy faktycznie tylko samą nazwę?
5. Jak doszło do rozstania z Waldemarem Nowakiem?

O krótkie, elementarne „przepraszamy” nawet nie proszę.

Skomentuj via Facebook